Ukryć, skadrować, sfabrykować

Doradcy techniczni Donalda Tuska postanowili ukryć fałsze raportu Millera i obronić swojego pryncypała metodą ruskich złodziei, którzy, złapani za rękę na kradzieży, mieli przykazane po pierwsze krzyczeć: „nie moja ręka”, a po drugie wołać donośnie, wskazując na okradzionego: „łapać złodzieja, łapać złodzieja”

Polityczne źródła tej taktyki są oczywiste. Ostatnie miesiące przyniosły Donaldowi Tuskowi znaczące klęski grożące załamaniem się tzw. narracji smoleńskiej. Zaczęło się od decyzji Andrzeja Seremeta, prokuratora generalnego, który po trzech latach uników nagle w lipcu br. ogłosił, że i owszem, prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie wątku działania osób trzecich w związku z katastrofą smoleńską, czyli mówiąc po ludzku, bada, czy nie doszło tam do zamachu.

Co więcej, wkrótce potem Seremet na ogólnoświatowym zjeździe prokuratorów w Moskwie oświadczył, że zarówno wrak, jak i czarne skrzynki to najważniejsze dowody niezbędne dla polskiego śledztwa i Polska nie zakończy swojego postępowania bez ich odzyskania.

Czarę goryczy Tuska przepełniła decyzja prof. Kleibera, prezesa PAN. Prof. Kleiber postanowił patronować konferencji naukowej, do organizacji której zaprosił także naukowców i ekspertów zespołu parlamentarnego.

Te właśnie wydarzenia były przyczyną histerycznej reakcji Tuska i jego doradców z zespołu Laska. Doradcy Tuska zaatakowali prof. Biniendę za jego prezentację na I Konferencji Smoleńskiej oraz w telewizji Trwam, gdzie udowadniał on, że lewe skrzydło Tu-154 nie mogło zostać złamane przez brzozę, gdyż sloty nr 2 i 3 (numeracja slotów zaczyna się od kadłuba – przyp. red.) w miejscu hipotetycznego uderzenia nie zostały zniszczone. Przeciwnie, slot nr 3 jest cały i wystaje poza wewnętrzną krawędź rozerwanego skrzydła, a końcowy fragment slotu nr 2 nie został zmiażdżony i świetnie pasuje do slotu nr 3. Mówiąc krótko, rekonstrukcja lewego skrzydła dowodzi, że nie mogło ono zostać zniszczone przez...
[pozostało do przeczytania 61% tekstu]
Dostęp do artykułów: