Hipokryzja mediów i zamiatanie pod dywan

Pedofilia w Kościele jest świetną okazją do niszczenia katolicyzmu. Ale ta prawda nie powinna nas skłaniać do stwierdzenia, że nie mamy w tej sprawie nic do zrobienia

Pedofile (a czasem zwyczajni homoseksualiści i efebofile) nie schodzą z czołówek mediów. Ledwo przeminęła sprawa arcybiskupa Wesołowskiego i księdza Wojciecha Gila (nie rozstrzygając o ich winie bądź niewinności), a już pojawiły się kolejne skandale: a to z księdzem z archidiecezji wrocławskiej, który skazany za molestowanie seksualne ministrantów, został po trzech latach ponownie przywrócony do posługi kapłańskiej i po dalszych kilku latach mianowany proboszczem; a to z (byłym) duchownym z Legionowa, który wykorzystał nastolatkę, a potem miał domagać się od niej usunięcia ciąży. Do tego dochodzą setki komentarzy, rozważań na temat rzekomo strasznego poziomu pedofilii w Kościele itd.

Odmienne standardy
I nie ma co udawać, że wszystkie te informacje wynikają z głębokiej troski  o dzieci. Gdyby tak było, to mielibyśmy podobne afery wokół pedofilów wśród psychologów (przypomnijmy tylko nieżyjącego już, a przecież bardzo znanego psychologa), reżyserów (tu aż trudno nie przywołać Romana Polańskiego), polityków (niemieccy Zieloni, z Danielem Cohn-Benditem, aż się proszą o szerokie rozpracowanie) czy dziennikarzy (wystarczy przypomnieć dwóch wybitnych Brytyjczyków, którzy – chronieni przez zwierzchników – nie żałowali sobie uciech z dziećmi). O tym media jednak milczą. Tak jak nie wspominają, że ci politycy czy dziennikarze byli osłaniani przez swoich przełożonych, którzy często wiedzieli o ich zboczeniu.

A powód jest oczywisty. W całej aferze wokół pedofilii mediom wcale nie chodzi o dobro dzieci ani o oczyszczenie Kościoła, lecz o to, by zaatakować i zniszczyć autorytet katolicyzmu. Skandale seksualne są niezwykle skuteczną bronią przeciwko Kościołowi. Jeśli uda się przekonać, przy pomocy skutecznej kampanii medialnej, że instytucja...
[pozostało do przeczytania 59% tekstu]
Dostęp do artykułów: