Musimy zbadać tę katastrofę

Musimy domagać się, aby osoby, które dysponują ekspercką wiedzą na temat katastrofy, nawet jeśli dzisiaj mają bardzo odmienne poglądy, zechciały ze sobą rozmawiać. Jestem przekonany, że w wielu sprawach można będzie znaleźć wspólny punkt widzenia, a w innych przynajmniej zrobić protokół konkretnych rozbieżności
 
Uznał Pan, że w sprawie katastrofy smoleńskiej mamy do czynienia z sytuacją niekomfortową moralnie i intelektualnie. Dlaczego?
 
Rozumiem, że nawiązujemy do listu, który wysłałem do panów Antoniego Macierewicza i Macieja Laska z apelem o doprowadzenie do wspólnej konferencji na temat katastrofy. Nie widzę dziś niestety żadnych przesłanek do tego, by powiedzieć, że temat katastrofy w Smoleńsku odchodzi w przeszłość, by stwierdzić, że uporaliśmy się z tą tragedią. A przecież nie mamy wyjścia – każde, nawet największe narodowe nieszczęście trzeba jakoś wspólnie przeżyć, wyciągnąć wnioski i, nie zaniedbując o nim pamięci, iść w miarę zgodnie dalej. Przynajmniej w merytorycznym sensie osiągnąć w pewnym momencie spokój, mimo bólu, który pozostanie w nas z pewnością na zawsze. Zakończyć wspólnotowe myślenie o tragedii tak, by nie było ono problemem naszego życia publicznego przez wiele następnych lat czy wręcz dekad. Nie można skazywać nas na to, by wiele istotnych kwestii odbieranych było przez znaczną część społeczeństwa jako nie do końca wyjaśnione. Żeby kolejne pokolenia zarzuciły nam kiedyś, że nie zrobiliśmy wszystkiego, by taką jasność zdobyć. Tymczasem w trwającej debacie na ten temat jest za mało argumentów merytorycznych, a za dużo emocji i polityki. Musimy więc usilnie domagać się, aby osoby, które dysponują merytoryczną, ekspercką wiedzą na temat katastrofy, nawet jeśli dzisiaj mają bardzo odmienne poglądy, zechciały ze sobą rozmawiać i przekonywać się nawzajem co do słuszności przedstawianych argumentów.
 
Do tego musi być jeszcze dobra wola. Dlaczego dopiero teraz uznał Pan, że sytuacja jest...
[pozostało do przeczytania 89% tekstu]
Dostęp do artykułów: