18 września 2013

Optymistyczny tytuł na portalu Gazeta.pl rok po aferze z telefonem rzekomego przedstawiciela Kancelarii Premiera do sędziego: „Sprawa sędziego Ryszarda Milewskiego już w sądzie dyscyplinarnym”. Czekamy na tytuł: „Sprawa śmierci generała Władysława Sikorskiego już w prokuraturze”.
 
Nasłuchałem się w mediach, że kto przeciwko Tuskowi protestuje, ten ma ciągoty bolszewickie. W czasie związkowych protestów, idąc przez centrum Warszawy, zastanawiałem się więc, co by tu zrabować, zgodnie ze starą bolszewicką zasadą „grab zagrabione”. Łypałem chciwym wzrokiem na bary z wysokimi cenami i młodymi burżujami (rodzinnie przeważnie postbolszewickimi) w środku. No i w końcu doszedłem do wniosku, że grabić mi się ich wcale nie chce. Jaki jest sens ukraść kawę czy sok wyciskany, sprzedawany w sklepowej cenie flaszki? Wiem, wiem, burżuje budują za ich pomocą swój prestiż, ale co po kawie albo soku komuś, co ma takowy gdzieś? Równie dobrze wody z kibla mogę się przecież napić. Też mokra, z mikroelementami i zaspokaja pragnienie. A, i też bezprocentowa. No i tak mój bolszewicki zapał trafił szlag. Legalistą chyba zostanę, czy coś. Może nawet Warzecha mnie pochwali.
 
Katarzyna Kolenda-Zaleska postanowiła zaatakować Jarosława Kaczyńskiego, posługując się metaforą kibolską. Pisząc o jego krytyce postkomunistycznych biznesmenów wygłoszonej w dniu, w którym był on gościem forum ekonomicznego w Krynicy, tak opisała popełniony przez niego nietakt: „Było tak, jakby kibic Wisły na stadionie Legii wznosił okrzyk: »Wisła pany!«”. No więc niniejszym informuje się redaktor Kolendę-Zaleską, że kibice Wisły przyjeżdżając na stadion Legii, nie wznoszą okrzyków sławiących Legię, a – tu zaskoczę panią redaktor – właśnie Wisłę. No więc tym samym Kaczyński zgodnie z jej metaforą okazał się ziomkiem, ejbrem, a może i megaturbokozakiem.
 
Kraj, w którym redaktor naczelny czołowego tygodnika i wielce wpływowa firma PR-owa kłócą się o to, czy ów redaktor zlecał...
[pozostało do przeczytania 69% tekstu]
Dostęp do artykułów: