Polskość i margines

Jeśli Polska ma być wielkim, potężnym krajem, to potrzebuje nie tylko mężów stanu w polityce, ale też przywódców duchowych.   Jakiś czas temu w Kanadzie, na przyjęciu wydanym w domu medialnego potentata Hamiltona Southama, − skądinąd byłego ambasadora w Polsce na przełomie lat 1950 i 1960 − w wąskim gronie znajomych, gospodarz zapytał pięcioletnią Polkę, która dopiero co wraz z rodzicami przyjechała z Belgii, gdzie się urodziła: „A ty, czujesz się Belgijką czy Polką?”. − „Belgijką” − odparł skrzat z belgijskim paszportem. Na co eksambasador: „Ależ dlaczego? Przecież Polska to więcej niż Belgia. Polska to wielki kraj, to wielka kultura i wielka historia. Powinnaś być dumna, że jesteś Polką”. Minęły lata. Bohaterka tej opowieści, Natasza, wróciła z Ameryki do Europy. Mieszka w Królestwie Belgii, czuje się Polką i na każdym kroku to podkreśla. Wymaga od dziadków, aby do jej małego synka mówili tylko po polsku. Jeśli szukać by morału w każdej historii, to w tej nasuwa się oczywisty: „
     
27%
pozostało do przeczytania: 73%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze