Mrożek, znawca polskiej duszy

W zeszłym tygodniu media na całym świecie podały smutną informację. Sławomir Mrożek nie żyje. Dla świata był on wybitnym dramatopisarzem, filozofem, prozaikiem. Dla Polaków był kimś więcej. Znawcą naszej narodowej duszy. Duszy posiadającej piękne i chwalebne cechy, jak i te słabe i ułomne. Potrafił pokazać je za pomocą przerysowania, hiperboli, sprowadzając je do absurdu. Czytając jego najsłynniejszą sztukę „Tango”, niejeden z nas śmiał się do rozpuku. Tylko z czego się śmialiśmy? Odnosząc się do maksymy innego wielkiego dramaturga Nikołaja Gogola, trzeba uczciwie przyznać, że z samych siebie. Ile bodaj razy słyszeliśmy komentarze lub sami komentowaliśmy naszą polską rzeczywistość, stwierdzając, że jest „jak u Mrożka”? Życie Sławomira Mrożka też było przesiąknięte polskością. Zrośnięte jakby na stałe z naszą trudną historią. Urodził się on w 1930 r. w Borzęcinie. Jako dziecko przeżył koszmar II wojny światowej. Po wojnie rozpoczął karierę jako rysownik satyryczny, publikując swoje
     
42%
pozostało do przeczytania: 58%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze