Wraca piosenka, co przyszła z Armią Czerwoną

Ponad milion złotych z pieniędzy podatników, transmisja na żywo w TVP, wsparcie MSZ – to imponująca oprawa Festiwalu Piosenki Rosyjskiej w Zielonej Górze, który zaczyna się w sobotę. Imprezę nawiązującą do sowieckich tradycji wspierają ludzie ze stowarzyszenia będącego kontynuacją Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej, współpracujący m.in. z reżimem Łukaszenki.
 
Piosenka radziecka ma w sobie serdeczne ciepło, liryczną zadumę, radość oraz życzliwość dla ludzkich spraw i kłopotów. Jest łatwa i zrozumiała. Przywędrowała do nas w roku 1945 wraz z żołnierzami Armii Czerwonej, wtedy, kiedy własnych piosenek nie mieliśmy jeszcze tak wiele jak dziś” – pisała o festiwalu w Zielonej Górze Halina Ańska-Skarbek w albumie „XV lat z piosenką radziecką”, wydanym przez Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Radzieckiej w 1979 r.
 
Trudno o większą bzdurę – kabaretowa piosenka była emanacją wesołej przedwojennej Warszawy. A potem kolejne piosenki stworzyła stolica walcząca, powstańcza... „Własnych piosenek” mogli nie mieć w zadowalającej ilości co najwyżej smutni panowie z PPR i bezpieki. Ale dzięki zielonogórskiemu festiwalowi udało się coś z tym zrobić. „Przyjęliśmy piosenkę radziecką jak własną. Dzięki niej Kraj Rad i ludzie radzieccy stają się nam bliscy i drodzy” – wyjaśniała Ańska-Skarbek.
 
Likwidacja festiwalu – symbol upadku komunizmu
 
Po 1989 r. likwidacja festiwalu stała się jednym z symbolicznych dowodów na upadek komunizmu. Grający muzykę oi! zespół The Gits śpiewał o tym w piosence będącej podziękowaniem dla robotników, którzy się zbuntowali:
 
Nie ma pochodów, kartek na cukier
I festiwalu w Zielonej Górze,
Każdy dziś może dolary kupić,
Mieć w domu paszport, pić piwo z puszki.
 
Festiwalu faktycznie nie było aż do czasu rządów Platformy Obywatelskiej. Gdy w 2008 r., w wyniku propozycji szefa rosyjskiego MSZ Siergieja Ławrowa, radni Zielonej Góry zdecydowali o ...
[pozostało do przeczytania 72% tekstu]
Dostęp do artykułów: