Gdy tłusta ryba pływa bokiem

Czy w 24. rocznicę utworzenia III RP – za początek należy uznać 19 lipca 1989 r., dzień wyboru Jaruzelskiego na prezydenta – można stwierdzić z całą pewnością, że czas zarządzania przez Platformę Obywatelską całym postkomunistycznym układem politycznym można już liczyć nie na lata, lecz na miesiące i dni? Czy PO stać jeszcze na jakiś manewr polityczny, czy choćby personalny, który mógłby przedłużyć jej władzę? Czy jest tam grupa mogąca zainicjować „nowy początek”, który umożliwiłby skuteczną obronę układu postkomunistycznego?

Czy Tusk ma do powiedzenia coś więcej niż jego niedawny alter ego z Węgier (Ferenc Gyurcsány): „Kłamaliśmy rano, nocą i wieczorem. […] nic nie robiliśmy w ciągu czterech (sześciu) lat. Nic. Nie możecie mi podać ani jednego poważnego środka rządowego, z którego moglibyśmy być dumni, poza tym, że na końcu odzyskaliśmy władzę z gówna. Nic. Kiedy trzeba będzie rozliczyć się z krajem, powiedzą, co robiliśmy w ciągu czterech (sześciu) lat, co mówimy? […] Nie ma wielu opcji. Nie ma, dlatego, że spieprzyliśmy. Nie tylko trochę, ale bardzo”.

Czy rzeczywiście nie ma dla PO żadnych opcji

Odkładając na bok ewentualność pojawienia się nadzwyczajnych okoliczności zewnętrznych (w rodzaju np. nowej nieodległej wojny czy nowego załamania w gospodarce Stanów Zjednoczonych, co wpłynęłoby na sytuację w Polsce), można być przekonanym, że najtłustsza do niedawna ryba w polskim politycznym stawie bezradnie trzepie ogonem i, pływając już na boku, rozpaczliwie chwyta powietrze, by za chwilę nieuchronnie obrócić się brzuchem do góry. A jednak taki linearnie przebiegający upadek konstrukcji zbudowanej w 1989 r. wspólnym wysiłkiem sowiecko-amerykańskim (oczywiście przy niezbędnej pomocy agentury lokalnej) nie wydaje się możliwy.

Bo czy można wierzyć, że na Kremlu i w Waszyngtonie oraz w Berlinie i Paryżu zapadły ostateczne uzgodnienia w sprawie rezygnacji z używania Polski jako stałego przedmiotu gry w...
[pozostało do przeczytania 83% tekstu]
Dostęp do artykułów: