Czy czeka nas powtórka z rosyjskich serwerów

Obecne działania Państwowej Komisji Wyborczej już powinny alarmować partię opozycyjną. Nie tylko dlatego, że kierownictwo tej instytucji wzięło udział w dwudniowym szkoleniu w Moskwie, prowadzonym przez rosyjską Centralną Komisję Wyborczą. Wiele wskazuje, że scenariusz wyborczy z roku 2011 może zostać powtórzony, a przetargi organizowane obecnie przez PKW powinny wzbudzić zainteresowanie opinii publicznej.
 
„Musimy się nieustannie przygotowywać do przejęcia władzy, do upilnowania uczciwości wyborów. To wielkie zadanie Prawa i Sprawiedliwości” – oznajmił Jarosław Kaczyński podczas obrad kongresu PiS w Sosnowcu. Zapowiedzi kontrolowania procesu wyborczego, a nawet powołania „ruchu pilnowania wyborów”, słyszymy od wielu polityków PiS-u i ludzi środowisk opozycyjnych. Przypomina to sytuację sprzed wyborów parlamentarnych 2011 r., gdy w podobnym tonie deklarowano nadzór nad prawidłowym przebiegiem głosowania, a nawet powołano w tym celu Korpus Ochrony Wyborów.

Niestety, na deklaracjach się skończyło, bo mimo wsparcia udzielonego przez kluby „Gazety Polskiej” i Solidarnych 2010 w ramach akcji „Uczciwe wybory.pl” nie udało się znaleźć 25 tys. wolontariuszy ani powołać mężów zaufania w większości komisji wyborczych. Nie zadbano również o kontrolowanie przetargów organizowanych przez PKW oraz obsadę stanowisk pełnomocników ds. obsługi informatycznej, nadzorujących pracę operatorów obsługujących obwodowe komisje.

Wadliwe oprogramowania, czyli złe przeliczanie głosów na mandaty

Jak istotne były to zaniedbania, mogliśmy się przekonać we wrześniu 2012 r., gdy „Gazeta Polska” opublikowała treść raportu zatytułowanego „Państwowa Komisja Wyborcza uzależniona od rosyjskich serwerów”. Sporządzony pod kierunkiem prof. Jerzego Urbanowicza raport zawierał sugestie, że „sfałszowanie ostatnich wyborów było możliwe i stosunkowo proste”. Wskazywano, że sieć PKW była obsługiwana przez serwery DNS firmy Internet Partners...
[pozostało do przeczytania 72% tekstu]
Dostęp do artykułów: