Jak Rosjanie ukrywali ślady po wybuchu

Statecznik Tu-154 został przeniesiony z rejonu drogi bliżej miejsca upadku samolotu –powiedział 21 maja na konferencji rządowego zespołu ekspertów Macieja Laska Piotr Lipiec. Nasz ekspert, specjalista od budowy płatowców, dr inż. Stefan Bramski, uważa, że pierwotnego położenia statecznika i innych przeniesionych części nie da się wytłumaczyć inaczej niż eksplozją.
 
Piotr Lipiec, członek zespołu Laska, przyznał, że statecznik został przeniesiony przez MAK. Dlaczego?

– Prawdopodobnie chodziło o zmniejszenie terenu, na jakim miała pracować komisja. Statecznik był jedynym elementem, który znajdował się daleko, więc być może przeniesiono go, by znajdował się trochę bliżej – stwierdził beztrosko Lipiec.

Przemieszczenie statecznika wskazuje na wybuch

Przypomnijmy: lewy statecznik samolotu przemieszczono o 50 m w kierunku centrum miejsca katastrofy, co widać przy porównaniu zdjęć satelitarnych z 11 i 12 kwietnia 2010 r. Warto zauważyć, że w raporcie MAK pozycję tego elementu określono nie według pierwotnego położenia, lecz według miejsca, w którym znalazł się... już po przeniesieniu.

Dotyczy to zresztą nie tylko statecznika, ale też wielu innych elementów samolotu. Prof. Chris Cieszewski – naukowiec w Warnell School of Forestry and Natural Resources, University of Georgia (Ateny, Georgia) w Stanach Zjednoczonych – dokonał szczegółowej analizy porównawczej wysokorozdzielczych fotografii satelitarnych z 11, 12 i 14 kwietnia 2010 r. Okazało się, że poza statecznikiem miejsce położenia zmieniło co najmniej siedem innych fragmentów samolotu. Czy również dlatego, by było „bliżej”, jak naiwnie tłumaczą ludzie Laska? Czy jednak po to, że pierwotny rozkład części wskazywał na eksplozję w powietrzu?

Ku tej drugiej hipotezie skłania się nasz ekspert dr Stefan Bramski, wieloletni pracownik Instytutu Lotnictwa, wybitny specjalista od płatowców. – Po wybuchu utworzył się „obłok” kilku tysięcy...
[pozostało do przeczytania 66% tekstu]
Dostęp do artykułów: