Krwawy biznes aborcyjny

Ukryta zbrodnia \ Proceder, który trwał latami

Czy można przez lata zabijać swoich pacjentów, topić w wiadrach urodzone dzieci, stosować rasistowskie kryteria i pozostać szanowanym i cenionym lekarzem? Okazuje się, że można.   Kermitt Gosnell, choć używał tytułu lekarza i miał stosowne do tego dokumenty, był zwyczajnym rzeźnikiem. Aborcji dokonywał do ostatniego dnia trwania ciąży, żartując przy tym. Jeśli zaś dzieci w jego klinice aborcyjnej rodziły się żywe (a zdarza się to w przypadku późnych aborcji raz na sześć przypadków), to osobiście brał nożyczki i przecinał im kręgosłupy, a potem wrzucał ciała do kubłów na odpadki, wcześniej odcinając im stópki, które chował – w charakterze trofeów – do lodówki. Dzieci nie są jednak jedynymi ofiarami tego procederu. W klinice Gosnella umierały także kobiety na skutek źle przeprowadzonych, choć pełnopłatnych i legalnych aborcji.Aborterów nie kontrolujemy Ten proceder, czego też warto mieć świadomość, trwał siedemnaście lat. Co jakiś czas władze otrzymywały informacje o
     
19%
pozostało do przeczytania: 81%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze