Dżihad nad Tamizą

W 2004 r. „The Times” pisał o muzułmanach w Wielkiej Brytanii, których bawiło oglądanie dekapitacji na ekranach telefonów komórkowych. – Większość ludzi w tym kraju ściąga na komórki zdjęcia rozebranych panienek, a my czujemy, że dżihad jest w naszych rękach, gdy widzimy, jak niewiernym odrąbują głowy – mówił jeden z bohaterów artykułu. W zeszłym tygodniu londyńczycy boleśnie przekonali się, do czego są zdolni ci, co „mają dżihad w rękach”.
 
Miał fantastyczne poczucie humoru, był doświadczonym strzelcem, cieszył się sympatią kolegów ze swojego batalionu. W zeszłą środę bezgłowe ciało Lee „Riggersa” Rigby’ego, utalentowanego bębniarza, od 2006 r. w służbie jej królewskiej mości, dwóch islamistów wywleka na środek ulicy w londyńskiej dzielnicy Woolwich. Czarnoskórzy mordercy 25-letniego żołnierza, unurzani w jego krwi, krzyczą  „Allah Akbar” (Allah jest wielki). Potem przychodzi manifest polityczny: „Ludzie, obalcie swój rząd, oni się w ogóle o was nie troszczą” – woła jeden z morderców Rigby’ego. Od sparaliżowanych ze strachu przechodniów domagają się, by robili im zdjęcia, pozują. Zamordowany żołnierz osierocił dwuletnie dziecko, wstrząśnięci zamachem londyńczycy składają kwiaty w miejscu, gdzie zginął. Sprawcy zbrodni przebywają w londyńskim szpitalu, gdzie brytyjski personel medyczny leczy obrażenia, jakich doznali w starciu z policją. Gdyby podobna sytuacja zdarzyła się w państwie muzułmańskim, lekarze nie byliby potrzebni.

Atak „zdradą islamu”

– To był atak nie tylko na Brytyjczyków i brytyjski styl życia, ale też zdrada islamu i muzułmańskiej społeczności, której ten kraj wiele zawdzięcza. W samym islamie nie ma nic, co uzasadniałoby ten okropny akt – skomentował  David Cameron. W biały dzień na ulicy Londynu dwóch islamistów obcina głowę żołnierzowi, który od osiemnastego roku życia wiernie służył swojemu krajowi, a premier Wielkiej Brytanii jednym tchem gani „atak na brytyjski styl życia” i „ zdradę islamu...
[pozostało do przeczytania 58% tekstu]
Dostęp do artykułów: