Dżihad nad Tamizą

WIELKA BRYTANIA \ Islamiści czują się na Wyspach bezkarni

W 2004 r. „The Times” pisał o muzułmanach w Wielkiej Brytanii, których bawiło oglądanie dekapitacji na ekranach telefonów komórkowych. – Większość ludzi w tym kraju ściąga na komórki zdjęcia rozebranych panienek, a my czujemy, że dżihad jest w naszych rękach, gdy widzimy, jak niewiernym odrąbują głowy – mówił jeden z bohaterów artykułu. W zeszłym tygodniu londyńczycy boleśnie przekonali się, do czego są zdolni ci, co „mają dżihad w rękach”.   Miał fantastyczne poczucie humoru, był doświadczonym strzelcem, cieszył się sympatią kolegów ze swojego batalionu. W zeszłą środę bezgłowe ciało Lee „Riggersa” Rigby’ego, utalentowanego bębniarza, od 2006 r. w służbie jej królewskiej mości, dwóch islamistów wywleka na środek ulicy w londyńskiej dzielnicy Woolwich. Czarnoskórzy mordercy 25-letniego żołnierza, unurzani w jego krwi, krzyczą  „Allah Akbar” (Allah jest wielki). Potem przychodzi manifest polityczny: „Ludzie, obalcie swój rząd, oni się w ogóle o was nie troszczą” – woła jeden z
     
19%
pozostało do przeczytania: 81%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze