Walczmy z fiskalną bestią

Kryzys dopadł już zwykłych ludzi. Rządy i samorządy widzą, że na skutek mizerii ekonomicznej spadają im dochody, bo jak ludzie tracą pracę i mniej wydają, to i dochody podatkowe są niższe. Jak się administracja publiczna przed tym broni? Oczywiście drastycznie podnosząc podatki i opłaty, które uderzają w ludzi w najtrudniejszym dla nich momencie.
 
Bezrobocie w Polsce przekroczyło 14 proc. i rośnie. Wśród młodych ludzi zbliża się do 30 proc., a byłoby znacznie większe, gdyby 2 mln Polaków nie podjęło dramatycznej decyzji o wyjeździe z kraju. Wielu na stałe. Co piąty absolwent wyższej uczelni jest bezrobotny, jest ich już prawie 300 tys. W sieci królują dowcipy, np. takie: „Co mówi bezrobotny absolwent wyższej uczelni do absolwenta, który ma pracę? – Poproszę cheeseburgera i frytki”. Albo: „Gdy szedłem na europeistykę, śmiali się ze mnie. Teraz ja się śmieję, kiedy im pluję do podawanej kawy”.

Ekonomiczny pasztet

Polska znajduje się w zapaści demograficznej, jesteśmy jednym z najszybciej starzejących się krajów na świecie, a polskie rodziny nie chcą mieć więcej niż jedno dziecko, bo zwyczajnie ich nie stać. ZUS bankrutuje, za kilka lat dziura w ZUS-ie przekroczy 100 mld zł i już wiadomo, że obecne pokolenia 40–50-latków raczej nie powinny liczyć na emerytury z tego źródła. Jak to możliwe, że Polska i Polacy są w takim kryzysie mimo otrzymania z Unii 100 mld euro (fundusze spójności i na rolnictwo)? Wraz ze wzrostem zadłużenia Polski o ponad 350 mld zł w minionych pięciu latach jest to w sumie ok. 800 mld zł. To olbrzymia kwota. Na co je wydaliśmy, że mamy taki pasztet ekonomiczny i jesteśmy na skraju kryzysu?

Państwo opresyjne i wrogie obywatelowi

Drastycznie wysokie opłaty śmieciowe, coraz więcej kar i mandatów, 10-krotnie w ciągu roku podnoszone opłaty za wieczyste użytkowanie, podwyżki cen biletów komunikacji miejskiej. Oczywiście bryluje w tym minister Sami Wiecie Który,...
[pozostało do przeczytania 61% tekstu]
Dostęp do artykułów: