Raduję się z obecności Jezusa

O charyzmacie adoracji we wspólnocie Emmanuel opowiada Katarzyna Rząsa w rozmowie z Przemysławem Radzyńskim.
 
Wspólnota proponuje nam przebywanie z Bogiem w każdym momencie naszej drogi. W żadnym wypadku nie chce rozdzielać naszego życia na duchowe, zawodowe i rodzinne. Właśnie poprzez częstą adorację Najświętszego Sakramentu te wszystkie sfery są ze sobą ściśle powiązane
 
Skąd się wzięła wspólnota Emmanuel w Kościele?

Pomysł narodził się 40 lat temu we Francji, w sercu niepozornego krytyka filmowego Piotra Goursat. Nie bez przyczyny mówię, że w sercu, a nie w głowie, gdyż początkiem wspólnoty było wewnętrzne gorące pragnienie, by wielbić Pana Boga wraz z innymi ludźmi. Wspólnoty w Kościele na ogół dzielą się na preferujące radosne wielbienie Boga oraz ciche, podczas adoracji. We wspólnocie Emmanuel jest zachowana równowaga między tymi dwiema formami modlitwy. Co czyni nas szczególnymi? Chyba to, że w naszej wspólnocie gromadzą się zarówno osoby świeckie (młodzież, studenci, single oraz małżeństwa – bez względu na wiek!), jak i siostry i bracia konsekrowani oraz kapłani.
 
Jak Pani znalazła się w Emmanuel?

W moim życiu rozpoczynał się bardzo ważny moment. Był to wyjazd z niewielkiego miasteczka, kilka kilometrów od Wrocławia, na studia do Poznania, miasta, które było mi całkowicie obce. By nie czuć się  samotnie w nowym miejscu, pojechałam na organizowany przez uczelnię obóz integracyjny do Zakopanego. Poznałam tam wiele osób. Z jedną szczególnie się zaprzyjaźniłam. Po przeprowadzce do Poznania czułam się bardzo źle. Nie mogłam nigdzie znaleźć miejsca. Dodatkowym cierpieniem było zakończenie pewnego związku, który mnie wewnętrznie wyniszczał. Duchowo również byłam bardzo uboga. Przez całe życie rodzice wpajali mi, że do kościoła trzeba chodzić, więc chodziłam, ale nie zwracałam szczególnej uwagi, co się dzieje w czasie mszy. Właśnie w tym ciężkim dla mnie momencie...
[pozostało do przeczytania 65% tekstu]
Dostęp do artykułów: