Safari III RP

Afrykańskie safari niejedno ma imię. Jest swoista „afrocepelia”: biali turyści w jeepach podjeżdżają do znudzonych żyraf, płochych antylop lub obojętnych na wszystko słoni, podniecają się ich widokiem i robią zdjęcia. Ale to safari w wersji soft. Jest też, skądinąd niedozwolone, safari dla „prawdziwych mężczyzn”. Bardzo bogaci (i bardzo okrutni) ludzie latają sobie helikopterami na niskich wysokościach i strzelają z nich do zwierzyny, robiąc prawdziwą jatkę, zmniejszając znacznie pogłowie lwów czy lampartów   Władcy III RP wpadli na pomysł, żeby zrobić safari u nas, między Odrą (i Nysą Łużycką) a Bugiem. To nie żart. Główna Inspekcja Transportu Drogowego, czyli psychopaci od fotoradarów, zaproponowali, aby polować na kierowców z… helikopterów. Jedziesz szybko? Za szybko? Nie doścignie cię policyjna „suka”, ale dogoni cię płynący w powietrzu śmigłowiec GITD, który w korkach stać nie musi, wypadek ominie z góry, fotoradary ma w prawdziwym poważaniu. Za to aparat cyk, cyk i Kowalski z
     
30%
pozostało do przeczytania: 70%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze