Całoroczny prima aprilis: Tusk jak Gyurcsány

Dodano: 02/04/2013 - Nr 14 z 3 kwietnia 2013

Gdyby życie było bajką, to Tusk, Graś, Arabski et consortes mieliby dziś bardzo dłuuugie nosy niczym Pinokio. Ale życie bajką nie jest, nosów więc dłuższych nie mają, jedynie bardzo nerwowe spojrzenie i rozbiegane oczy. Vide Donald Tusk. Przy najbliższym dzienniku telewizyjnym, gdy usłużnie pokażą prezesa Rady Ministrów III RP, sugeruję – także dla zdrowia psychicznego – wyłączyć fonię i skupić się na mowie ciała tegoż liberała. Jego twarz mówi wszystko. Strach, wściekłość, zniecierpliwienie. Strach przed własnym społeczeństwem, ale także przed partyjnymi towarzyszami, którzy coraz mniej po cichu, a coraz głośniej ostrzą kosy na Donka. Wściekłość, że przegra wybory. Zniecierpliwienie na telewizyjnych dziennikarzy, nawet tych „zaprzyjaźnionych”, którzy nie zawsze już zadają pytania, bijąc pokłony i cmokając nad boskim geniuszem Pana Premiera (kierunek wytyczył, tak czy owak, Sławomir Nowak). Święta Wielkiej Nocy to czas, kiedy zapominamy o brudnej polityce i złej władzy. To błąd. Nie
     
39%
pozostało do przeczytania: 61%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze