Śmiech i rechot, czyli o naturze bawienia gawiedzi 

Dodano: 10/08/2022 - Nr 32 z 10 sierpnia 2022

Opinie [Gdzie te kabarety z tamtych lat...]

Śmiać może się subtelny intelektualista i… wieprz. Co więcej, bywają takie dowcipy, z których obaj niemal jednocześnie gruchną śmiechem.

Dobra satyra intryguje, pobudza, czasem skłania do głębszej refleksji. Dobry dowcip – nawet sążniście pikantny – wywołuje niewymuszoną wesołość. Satyra jest trudnym kawałkiem chleba, wymaga finezji, polotu i bystrej obserwacji rzeczywistości. Dużo łatwiejszym zawodem jest jarmarczne błaznowanie. To taka pornografia humoru, przejaw najprostszych głupot, które niezmiennie obliczone są na wywołanie nie śmiechu, lecz rechotu. Oczywiście najmniej wydarzonym gatunkiem satyry są nieśmieszne kabarety, w które obfitują dziś rozmaite telewizje.

Komunie można było zarzucić rozmaite niecności, jednak trzeba przyznać, że poziom PRL-owskiego kabaretu i satyry to dziś niedosiężne wyżyny dla współczesnych clownów, którzy „bawią” pierdnięciem, czkaniem, durnym dowaleniem komuś ważnemu, komu jednak można dowalić. Taki jarmarczny

     
22%
pozostało do przeczytania: 78%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze