Nadchodzi czas pokory

Oczywiście każdy biskup z racji swoich duszpasterskich obowiązków ma prawo posiadać samochód i godziwe mieszkanie, ale niekoniecznie samochodem tym musi być najnowszy typ mercedesa, a mieszkaniem – rezydencja zbudowana i wyposażona w stylu późnego Gierka. Biskup ma także prawo zatrudniać na etatach kurialnych (czytaj: utrzymywanych ze składek wiernych) swoich współpracowników, ale nie musi to być liczna świta, wzorowana na dworze Karola Radziwiłła „Panie Kochanku” herbu Trąby. Teoretycznie wiedzą o tym wszyscy, ale z praktyką, mówiąc najdelikatniej, bywa różne. Jako kleryk seminarium duchownego w Krakowie pamiętam kard. Karola Wojtyłę, który mieszkał i pracował w zabytkowym pałacu, otoczony antykami po swoich poprzednikach, ale żył nadzwyczaj skromnie, wręcz ascetycznie. Dzisiaj mianowani przez niego ordynariusze polskich diecezji, choć zbudowali mu setki pomników, to w tej kwestii specjalnie go nie naśladują.

Nie borą z niego przykładu także w innych sprawach, np. w relacjach z szeregowymi księżmi, od których Wojtyła wiele wymagał, ale ich szanował, a w trudnych sytuacjach po bratersku wspierał. Przykładem odejścia od tego stylu jest m.in. sprawa serii samobójstw księży diecezji tarnowskiej, przez wiele lat tuszowana („GP” pierwsza miała odwagę o tym napisać), a także najnowsza sprawa z Gdańska, o której wiedział od dawna cały episkopat, ale milczał. Po wypadku sufragana warszawskiego wydawało się, że powstaną mechanizmy, które będą zapobiegać takim wydarzeniom. No cóż, władze kościelne wciąż są mądre po szkodzie.

Jeżeli jednak zaprosiły one do Polski papieża Franciszka, to przed jego przyjazdem trzeba posprzątać w wielu diecezjach i zakonach. Warto też zastanowić się, co zrobić ze Świątynią Opatrzności Bożej, która pożera kolejne fundusze, a która do Kościoła ubogich po prostu nie przystaje.
 
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: