Konie od MSZ, piersi od feministek

Pamiętam, co mnie spotkało zaledwie parę miesięcy temu, przed świętami Bożego Narodzenia. Dostałem życzenia świąteczne i noworoczne od dwóch naszych dyplomatów – i gra gitara. Ale na kartce nie było ani nowo narodzonego Dziecięcia, ani Matki Boskiej, ani św. Józefa, ani żłóbka, ani nawet Gwiazdy Betlejemskiej, o aniołkach nie wspominając. Czyżby minister Sikorski realizował program Krzysztofa Kononowicza, zawarty w haśle „Nie będzie niczego”? Nie. Na kartce coś jednak było. Były… dwa konie na biegunach. Jeden po jednej stronie kartki, a drugi po drugiej. A także przerywana kreska i symbol nożyczek, coby sobie owe koniki wyciąć i – w domyśle – na biurku postawić. Nie wiem, czy Sikorski się z koniem na głowę zamienił, ale było to mało śmieszne, a raczej straszne. Rozumiem, że przedstawiciele nacji bardziej zlaicyzowanych od nas wysyłają świąteczne kartki „neutralne” i „politycznie poprawne”, bez symboli religijnych. Od pewnej skądinąd bardzo urodziwej Brytyjki dostałem na Boże
     
34%
pozostało do przeczytania: 66%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze