Postkomuna w rozdarciu

To postawienie na Tuska przez postpeerelowski i pookrągłostołowy establishment było niejako wymuszone odejściem z czynnej polityki Aleksandra Kwaśniewskiego i braku jakiegokolwiek polityka rokującego zwycięstwo po upadku SLD i jednocześnie wywodzącego się z lewicy lub dawnej Unii Demokratycznej. Rozprawienie się w prezydenckiej kampanii wyborczej w 2005 r. z ambicjami Włodzimierza Cimoszewicza było ostatnim mocnym sygnałem, który pokazał, w kim establishment III RP może pokładać nadzieje. Zresztą Donald Tusk postkomuny nie zawiódł – gdy wygrał wybory, żaden z oligarchów nie czuł się już niepewnie, ci, którzy emigrowali i przepisywali majątki na żony, wrócili, a „upiory lustracji”, „
[pozostało do przeczytania 87% tekstu]
Dostęp do artykułów: