Konklawe to nie wybory do parlamentu










































Zaskoczyła Pana decyzja Benedykta XVI o abdykacji?

Dowiedziałem się o tym od dziennikarzy, którzy zaczęli do mnie wydzwaniać. Myślałem, że to jakiś żart. Jednak po dłuższym zastanowieniu doszedłem do wniosku, że Benedykt XVI podjął tę decyzję w pełni świadomie. A jej powodem jest najzwyczajniej na świecie starość. Nic więcej. Doszukiwanie się tu drugiego dna, choćby spisku w Watykanie, jest absurdalne. Papież nie jest też poważnie chory. Po prostu nie czuje się na silach, by pełnić swój urząd. To bardzo ludzkie. I za to należy mu się szacunek, że miał odwagę się do tego przyznać. Benedykt XVI przeżył podczas swojego pontyfikatu wiele afer i skandali w Kościele, więc nie można mu zarzucić, że ucieka od odpowiedzialności. On ma 86 lat. Uznał, że już nie da rady. Na jego decyzje wpłynęły zapewne także wspomnienia o cierpieniach jego poprzednika Jana Pawła II w ostatnich miesiącach jego życia. A Benedykt XVI to nie Jan Paweł II. Kardynał Ratzinger najwyraźniej nie chciał iść tą samą drogą.

Pytanie, które sobie teraz wszyscy zadają, to kto zostanie następnym papieżem. W mediach spekuluje się, że będzie to kardynał spoza Europy. Jest mowa o kardynale z Ghany Peterze Turksonie. Bukmacherzy stawiają na włoskiego kardynała Angelo Scolę. Który z nich ma Pana zdaniem największe szanse?

To kwestia zupełnie otwarta. Tego naprawdę nie da się przewidzieć. Badałem ostatnie 16 konklawe i niewiele razy się zdarzyło, że kardynał, którego wszyscy typowali na papieża, rzeczywiście nim został. Byli to m.in. Pius XII w 1939 r. oraz Paweł VI w 1963 r. A papież z Afryki, Azji czy Ameryki Południowej? Czemu nie? Jan Paweł II złamał w końcu tradycję papieży włoskich. Dlaczego więc...
[pozostało do przeczytania 54% tekstu]
Dostęp do artykułów: