30 stycznia 2013

Prawda o dzieciach ubeków i esbeków w wielkich mediach jest arcyboleśnie prosta. Skoro ubeki, esbeki oraz ich kumple owe media budowały, to dlaczego nie miałyby wepchnąć tam swoich potomków? Główna zasada ustroju III RP brzmi: skąd komuny nie pognasz kijem, tam siedzi. Była w 1989 r. dajmy na to wśród sędziów, w urzędach skarbowych, w mediach? To i siedzi. Żadna demokracja ani wolny rynek nic na to nie pomagają. Maksyma, że po 1989 r. zamiast grubej kreski potrzebny był gruby kij, pozostaje aktualna. Czas wnioski z niej wypływające wprowadzić w życie.

O tym, że bogactwo i bieda są w Polsce dziedziczne, wie każde dziecko z polskiej prowincji. To widać najlepiej na przykładzie małych miasteczek, gdzie wszyscy się znają. Jeśli tata robotnik działał w Solidarności na zakładzie, to dziś synowi ciężko dotrwać do pierwszego. Jeśli tata był esbekiem, to syn ma piękną willę i dobrą robotę. Rzecz jasna, są porządni synowie esbeków czy innych sekretarzy, którzy odcięli się od poglądów ojców. I tym większa im chwała, bo to cholernie trudne. Sam mam takich wśród swoich przyjaciół. A i są też dzieci bohaterów, które robią dziś świństwa (np. piszą w „Gazecie Wyborczej”). Ale to wyjątki, reguła jest taka, jak wszyscy o owych miasteczkach wiedzą.

„Za patrona obecnych amatorów przeszukiwania drzew genealogicznych uznać należy Ryszarda Gontarza. Ten związany z MSW mało znany autor…” – napisał „Newsweek”. Związany z MSW? Co to za dzika lustracja i polowanie na czarownice?! No i jeszcze „mało znany” … Jaki tam ów były ubek ma być niby mało znany, skoro ma wspólne zdjęcie (w szpanerskiej fioletowej koszuli i ciemnych okularach) z młodziutką posłanką PO Małgorzatą Kidawą-Błońską. Gontarz, Kidawa, wspólna sprawa!

Nie wiadomo, co może stać się, gdy potomstwo stalinowców straci znowu władzę. Mogą do niej dojść potomkowie zaplutych karłów reakcji. A ci reakcjoniści mają skłonności do okrucieństwa, niczym słusznie utemperowana w Katyniu polska policja...
[pozostało do przeczytania 55% tekstu]
Dostęp do artykułów: