Sejm nie dla katolików

Jazgot, jaki podniósł się w mainstreamie po tym, jak 46 posłów PO zdecydowało się zagłosować nie tak, jak chciały tego media i premier Donald Tusk, ale w zgodzie z własnym sumieniem i deklarowaną publicznie wiarą, nie pozostawia wątpliwości, że – zdaniem części autorytetów – dla wierzących i poważnie traktujących swoją wiarę katolików (ale także zielonoświątkowców czy konserwatywnych luteranów) nie ma i nie może być miejsca w polskiej polityce. Deklaracje można jeszcze znieść, ale gdy jakiś poseł decyduje się zagłosować zgodnie z tym, w co wierzy, wtedy nie może być dla niego litości. Trzeba go medialnie zmieszać z błotem, wezwać do dymisji (akurat tym zajął się w przypadku Jarosława Gowina Tomasz Lis) i podkreślić, że reprezentuje on „partię watykańską” (to niezawodna Magdalena Środa). A przecież nie stało się nic – nawet z perspektywy mediów – zaskakującego. Odbyły się trzy głosowania, w których klub PO pozostawił (co oznacza pewną zmianę) wolność głosującym. Donald Tusk, choć
     
22%
pozostało do przeczytania: 78%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze