Powrót Anodiny

Film „Śmierć prezydenta” nie został wyprodukowany na użytek polskiej opinii publicznej. Przeciwnie, jego rolą jest przedstawienie katastrofy smoleńskiej opinii światowej i utrwalenie w niej rosyjskiego punktu widzenia. Dlatego nie ma w filmie ani słowa o tym, jak naprawdę wyglądała wieża kontrolna w Smoleńsku, a w miejscu walącej się budy możemy oglądać nowoczesne, przeszklone wnętrze. Wymuskani oficerowie rosyjscy pieczołowicie badają każdy szczątek samolotu i zwłok niczym z opowiadań minister Ewy Kopacz i premiera Donalda Tuska i oczywiście nie widzimy niszczenia wraku, wybijania szyb, cięcia blach. Nie dowiadujemy się też o fałszowaniu dokumentów czy zamianie ciał ofiar. To wszystko mogłoby przecież zepsuć idylliczny obraz Rosji Putina i kazać postawić pytania, kto i dlaczego wciąż ukrywa prawdę o śmierci polskiej elity? I jaką rolę odgrywają w tym urzędnicy Władimira Putina, a jaką Donalda Tuska?

Rola Jerzego Millera i Macieja Laska

W konsekwencji w filmie dominuje narracja przepisana z raportu MAK. Wersję tę ochoczo wspierają Jerzy Miller i Maciej Lasek. Jak operacja smoleńska nie mogłaby się odbyć bez przyzwolenia rządu Donalda Tuska, a sfałszowanie śledztwa bez jego oddania Putinowi, tak film National Geographic nie mógłby powstać bez aktywnego zaakceptowania przez Millera i Laska użycia zafałszowanego materiału dowodowego. W zamian uzyskują oni wsparcie i ochronę ze strony twórców filmu. Ich wiarygodność zostaje potwierdzona, a Jerzy Miller awansuje na głównego bohatera walczącego o prawdę na temat katastrofy. Komisja Millera i rząd Tuska zostają nawet pochwaleni, iż przyznają się „do polskich błędów”. Autorów filmu (a także komentatora Konstantego Geberta) niepokoi fakt, że anonimowy „polski lud” wciąż wierzy w teorie spiskowe i zamach smoleński. Na szczęście sprawa ma szansę na pozytywne zakończenie, bo „oba rządy porozumiały się i doszły do wspólnych wniosków, a 36. Specjalny Pułk Lotnictwa Transportowego został...
[pozostało do przeczytania 74% tekstu]
Dostęp do artykułów: