Ostatni rycerz

Pierwszy ułan II RP przeszedł do legendy jako dusza towarzystwa, pełen fantazji adiutant Piłsudskiego, wjeżdżający konno do Adrii (co skądinąd jest jedynie plotką). Jako płk. Wacława Waredę portretował go Tadeusz Dołęga-Mostowicz w „Karierze Nikodema Dyzmy”, a sikorszczycy z „Londyniszcza” Stanisława Mackiewicza nie pozostawiali na nim suchej nitki...

Chcąc wyrobić sobie opinię o tej barwnej postaci, warto sięgnąć do dwóch niedawno opublikowanych u nas pozycji – gawędy Tadeusza Wittlina „Szabla i koń” oraz zbioru tekstów samego generała „Wymarsz i inne wspomnienia”. Opowieść Wittlina jest jak garniec przedniego miodu, gęsta, zawiesista, pełna smaków. Ale krótkie teksty, które wyszły spod pióra samego bohatera, mimo młodopolskiej maniery (zwłaszcza w pierwszej części) nie ustępują pola Wittlinowi.

Wieniawa, pojawiający się w wielu historiach jako postać drugoplanowa, zasługuje na wiele dzieł – jego nieprawdopodobnie barwny życiorys mógłby zapłodnić wyobraźnię niejednego beletrysty.

Mnogość talentów – literackich (w prozie i poezji), aktorskich, towarzyskich – w połączeniu z odwagą, fantazją, powodzeniem u kobiet i mocną głową do trunków, a przede wszystkim honorem, czynią zeń postać zgoła sienkiewiczowską. A przecież do tego był jeszcze lekarzem.

I jego metamorfoza z paryskiego bon vivanta w żołnierza Pierwszej Kadrowej, a potem w legionistę. Jego trudne początki jako kawalerzysty, okupione zamianą siedzenia w befsztyk tatarski. Zauroczenie Piłsudskim już na pierwszym spotkaniu, zauroczenie, które towarzyszyć mu będzie do końca życia. Jego nieprawdopodobne przygody w bolszewickiej Rosji, godne najlepszych filmów akcji – wielokrotne ocieranie się o śmierć zakończone szczęśliwie dzięki wysiłkom zakochanej kobiety i łasce Feliksa Dzierżyńskiego.
A wady Wieniawy? Nie miał zdolności do intryg i politykierstwa.

Wbrew kawiarnianemu stylowi życia swoje obowiązki traktował serio i honorowo. Dyplomacji nie...
[pozostało do przeczytania 33% tekstu]
Dostęp do artykułów: