Zakłócimy błogi spokój sędziów z TSUE. Rozmowa z Wojciechem Ilnickim

FOT. ZBYSZEK KACZMAREK/GAZETA POLSKA
FOT. ZBYSZEK KACZMAREK/GAZETA POLSKA

KRAJ [Wywiad]

Pani sędzia najwyraźniej chce uśmiercić mieszkańców Bogatyni, odcinając ich od ogrzewania, dostępu do ciepłej wody i zasilania w szpitalach. Wyrok jest skandaliczny i niespotykany: Hiszpanka albo jest osobą niepoważną i – co za tym idzie – niebezpieczną, albo pała nienawiścią do Polski. Wybierzemy się do Luksemburga, by zakłócić błogi spokój sędziów TSUE – zapowiada Wojciech Ilnicki, przewodniczący „Solidarności” w kopalni węgla brunatnego Turów. Rozmawia Grzegorz Wszołek

Panie przewodniczący, TSUE w bezprecedensowym orzeczeniu nakazał zapłatę pół miliona euro dziennie za każdy dzień funkcjonowania kopalni i elektrowni w Turowie. Jak decyzję trybunału przyjęły związki zawodowe?

Decyzja TSUE jest zwyczajnie skandaliczna! Brak już słów, by skomentować podejście hiszpańskiej sędzi Rosario Silva de Lauperty do Polaków. Ona nie ma bladego pojęcia, jak funkcjonuje kopalnia i elektrownia Turów. Widać to doskonale w uzasadnieniu orzeczenia TSUE. Pracowników kompleksu i mieszkańców powiatu zgorzeleckiego skazała na natychmiastową biedę, jeśli rząd zdecydowałby o bezzwłocznym wyłączeniu miejsc pracy. Tak naprawdę, pani sędzia najwyraźniej chce uśmiercić mieszkańców Bogatyni, odcinając ich od ogrzewania, dostępu do ciepłej wody i zasilania w szpitalach. Wyrok jest skandaliczny i niespotykany: Hiszpanka albo jest osobą niepoważną i – co za tym idzie – niebezpieczną, albo pała nienawiścią do Polski. Inaczej nie potrafię pojąć, jak można tak postąpić.  

Ile osób zatrudnionych jest w kompleksie energetycznym i żyje z Turowa?

W kopalni i elektrowni Turów pracuje około 5 tysięcy ludzi. Trzeba jednak pamiętać o jednej ważnej sprawie: założyliśmy własne spółki, których właścicielem jest PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna S.A. To są nasze firmy, część z nich jest wydzielona. Mówimy o 6 tys. pracownikach tejże grupy na terenie Turowa. To najbardziej zagrożeni utratą miejsc pracy po decyzji TSUE. Są jeszcze inne spółki współpracujące z elektrownią i kopalnią, łącznie blisko 50 tys. osób żyje z pracy przy kompleksie Turów. Dla pani sędzi z trybunału to mało?!

Spór Polski z Unią Europejską rozbija się o środowisko i domniemaną szkodliwość dla wód czeskich przy granicy, z czym nie zgadzają się polscy geolodzy. Rozumie Pan argumenty naszych sąsiadów?

Chciałbym je rozumieć, ale również Czesi doskonale zdają sobie sprawę, że to jedno wielkie kłamstwo. Zarówno z polskiej, jak i czeskiej dokumentacji wynika niezbicie, iż nie brakuje wody u naszych sąsiadów. Na to samo wskazują eksperci. Tego typu manipulacje są rozgrywką taktyczną premiera Andreja Babiša, który kosztem życia Polaków z powiatu zgorzeleckiego i mieszkańców Bogatyni zamierza wygrać wybory. Ten oligarcha kładzie nacisk na własny cel, nie interesuje go, że niszczy przy tym ludzi.

Bo równie dobrze czeski rząd mógłby wygasić jedną z własnych kopalń, skoro tak zależy mu na środowisku.

Oczywiście! Ich kopalnie – w Czechach i w Niemczech – należą do kolegów premiera Babiša. I są dużo większe, a jednocześnie mniej ekologiczne od Turowa. Możemy się pochwalić zastosowaniem najnowocześniejszych technologii w Europie, wręcz światowymi standardami – choćby ostatnio oddany do użytku blok w Turowie. Czesi mogą nam tylko zazdrościć w tym zakresie. Wiemy też, że rządzący w Pradze zwracają się bezpośrednio do naszych kolegów z czeskich związków z prośbami, by nas nie wspierali, bo jeszcze więcej zarobią. Przecież jeśli zamkną Turów, to tamtejsze kopalnie będą eksportować energię do Polski i notować większe zyski. Decyzja Trybunału „Niesprawiedliwości” UE jest szczytem bezczelności i obłudy! Dla mnie to dowód na upadek Unii Europejskiej.

Jak się teraz żyje w Bogatyni? Czy kryzys wokół kopalni Turów przekłada się na życie mieszkańców i relacje z obywatelami Czech mieszkającymi przy granicy? Podobno niektórzy w Bogatyni nie chcą obsługiwać w lokalach gastronomicznych sąsiadów. Czesi pojawiają się w okolicach Turowa?

Rzeczywiście, otrzymaliśmy zdjęcia z restauracji i sklepów, na których widnieje adnotacja: „Czechów nie obsługujemy!”. Sytuacja robi się coraz bardziej napięta i przyznam szczerze: nie chcę, by doszło do przykrych incydentów. Bez dwóch zdań, brudna robota sędzi TSUE i premiera Czech doprowadzają do wrzenia. Wie Pan, że dzwonili do mnie pracownicy kopalni i elektrowni, wspominając, że ich dzieci są przerażone, płaczą? Widzą dokładnie nerwowość w rodzinach, które żyją z Turowa.

Wspominał Pan o obawie przed eskalacją. Do czego może zatem dojść w codziennych relacjach z Czechami?

Wiem, że gdy Czesi przyjechali na zakupy do Polski, to ich nasi obywatele wyganiali. Nie bierzemy odpowiedzialności za niesnaski, ponieważ wina spada na polityków z Czech i TSUE.

Mieszkańcy na Dolnym Śląsku solidaryzują się z pracownikami Turowa po orzeczenia TSUE i nie chcą zamykać kompleksu energetycznego. Czy jednak dostrzega Pan prosty podział względem sympatii politycznych?

Odpowiem tak: pracownicy kopalni i mieszkańcy Bogatyni doskonale wiedzą, że kryzys nie jest wywołany przez polski rząd. Znamy sytuację od środka, a także to, jak przebiegały negocjacje ze stroną czeską. Z pewnością dalsze miejscowości w powiecie są podzielone w kwestii przyszłości Turowa. Istotne jest też to, jak pani sędzia z TSUE potraktowała obawy polskich ministrów ws. przyszłości miejsc pracy w Bogatyni. Zgodziła się z argumentem o zagrożeniu stanu wód w Czechach, dlatego nakazała zamknąć kopalnię, jednocześnie zastrzegając, iż w takim scenariuszu brak ciepłej wody, prądu i ogrzewania „nie jest uprawdopodobniony”. Czyż nie jest to zwyczajne zakłamanie?

Minister Sasin i premier Morawiecki jednym głosem przekonywali wiosną, że Czesi się wycofają i pozew do TSUE odejdzie w niepamięć. Tak się nie stało. Strona czeska zarzuca nam niedostosowanie się do warunków ugody.

Zważywszy na przedstawioną opinię przez TSUE, nikt nie powinien mieć wątpliwości, kto ponosi winę w sporze o Turów. Chyba mało kto o tym wie, ale związkowcy z kopalni podpisali porozumienie z Czechami, warunkujące dalsze funkcjonowanie kompleksu. I realizowaliśmy wszystko punkt po punkcie – w przyspieszonym tempie. Spełniliśmy ich warunki, a ciągle słyszymy, że nie wypełniamy postulatów strony czeskiej. Unia najchętniej zamknęłaby nasze kopalnie w celu gospodarczego uzależnienia Polski, po to też powstał gazociąg Nord Stream 2. Czechom bardzo brakuje pracowników do ich zakładów, więc z chęcią zatrudniliby dużo lepiej wyszkolonych Polaków. Niemcy też najchętniej widzieliby nas z powrotem przy szparagach.

Czy możliwy jest scenariusz zakupu węgla z Czech i Niemiec, a następnie ściągania go do Bogatyni?

Nie ma takiej możliwości. To zresztą kolejny przykład niewiedzy sędzi TSUE, która myli węgiel brunatny, wydobywany w Turowie, z kamiennym. Niemożliwy jest transport na długie odległości tego surowca. Jak ona sobie wyobraża przewiezienie 30 tys. ton węgla dziennie, następnie rozładunek i palenie? Jeśli ktoś wpadłby na pomysł transportu tirem, to musiałby wyjechać jeden na minutę, co jest logistycznie niewykonalne. My TSUE chętnie wytłumaczymy, jak obchodzić się z węglem.

W maju Piotr Duda podarł postanowienie TSUE o zastosowaniu środków tymczasowych. Zamierzacie zorganizować wielki protest 22 października przed siedzibą trybunału w Luksemburgu. „Solidarność” dotrze tam większą grupą?

Na początek pojawimy się w Luksemburgu, gdzie zakłócimy błogi spokój sędziom TSUE. Pokażemy pani Rosario, jak wygląda i do czego służy węgiel i wyrazimy donośną opinię o europejskim trybunale. Po drugie, planujemy zawiadomić prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa przez sędzię TSUE, która naraziła na niebezpieczeństwo mieszkańców i pracowników Turowa. Skoro skazuje polskich obywateli na śmierć, to nie pozostawia nam wyboru. Kolejne kroki będą drastyczne – na razie rząd obiecuje, że kompleks będzie działał. Jeśli nastąpi najczarniejszy scenariusz, to zablokujemy autostrady, którymi poruszają się firmy z Czech i Niemiec. Drenują Polskę jak mogą, więc im pokażemy determinację. Będzie nas w Luksemburgu wielu, „Solidarność” zaprosi też inne związki.

Czy jesteście w kontakcie z wicepremierem i ministrem Jackiem Sasinem, który rozmawia z przedstawicielami rządu Czech, oraz szefem resortu środowiska Michałem Kurtyką? Co państwu przekazali odnośnie do negocjacji z rządem Babiša?

Cały czas pozostajemy w kontakcie z polskimi władzami. Zasiadam w radzie dialogu, rozmawiałem z ministrami. Najważniejszy komunikat do pracowników w Turowie brzmi: „Nie zamkniemy kopalni, mimo orzeczenia TSUE”. Dla nas to priorytet, tego właśnie oczekiwaliśmy. Przekazano nam też, że negocjacje ze stroną czeską są skomplikowane. Przypomnę, że ambasador czeski otrzymał od Polski notę, premier Mateusz Morawiecki nie pojawił się na szczycie Grupy Wyszehradzkiej, bo czeski szef rządu jest kłamcą.

Transformacja energetyczna – ze względu na dyrektywy unijne – jest nieuchronna. Turów uzyskał koncesję na wydobycie do 2044 roku. Jak związkowcy oceniają postulat neutralności klimatycznej i coraz większe naciski na to, by odejść od gospodarki opartej na węglu na rzecz odnawialnych źródeł energii?

Na dzisiaj nie ma możliwości, by wycofać węgiel z energetyki. To bajka, którą sprzedają „zieloni” i „ekoterroryści”. Ci, którzy mówią o neutralności klimatycznej, nie znają tematu. Najlepszym przykładem była ubiegłoroczna zima, gdy wszyscy nagle błagali o prąd z energetyki konwencjonalnej. Polska eksportuje też więcej energii niż importuje. Nie wiemy także, czy za 10–15 lat nie zmieni się technologia gazowania węgla, nad czym pracują Japończycy. I nagle okaże się, że wcale nie jest to paliwo szkodliwe dla środowiska. Dysponujemy złożami węgla na kilkaset lat, co nie odpowiada Niemcom i Czechom. Oni robią po prostu wszystko, by przejąć nasze kopalnie.

     

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze