Kiedy w szaleństwie jest metoda

Felieton [Wrzutka]

Pisząc niedawno o użytecznych idiotach jako orężu Imperium Zła w wojnie z resztą świata, stosunkowo mało skupiałem się na mechanizmach prowokacji. Dość często bowiem wystarczało samo kłamstwo, odwrócenie pojęć, wmówienie, że dobro jest złem i na odwrót.

Miliony uwierzyły, że ZSRS rzeczywiście walczy o pokój w obronie zniewolonych ludów, proletariatu, chłopów, nie mając pojęcia, jak wyglądają losy tych, o których się walczy, już po zwycięstwie. Ale kto by sobie zawracał tym głowę, kiedy chodziło o trudniejsze zadanie – jak wmówić społeczeństwom dobrobytu, że w wypadku zwycięstwa komuny będą miały u siebie wszystko, co mają, tylko więcej. Wydawało mi się, że wybrano do tego drogę fatalną – przecież wspierając terror, przemoc i skrajną lewicę, sukces wydawał się oddalać (tego, że wspierano również skrajną prawicę, podówczas nie wiedziałem). Tymczasem pomysł był prosty: rozmaite Czerwone Brygady nie miały wygrać, ich mocodawcy nie byli idiotami. Miały jedynie

     
49%
pozostało do przeczytania: 51%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze