Pół prawdy to całe kłamstwo

Śmiać się czy płakać

Poważnie już jednak mówiąc – Polacy przez ponad miesiąc byli okłamywani w kwestii tego, co prokuratorzy i biegli odkryli na przełomie września i października. Kłamstwo było tym bardziej perfidne, że nosiło znamiona prawdy. Prokuratorzy skryci za podwójną gardą prawniczego języka tak skonstruowali przekaz, by nie można było im zarzucić wprost minięcia się z prawdą, ale by odbiorcy tej prawdy nie poznali. „Cząstki wysokoenergetyczne”, „podobne do materiałów wybuchowych”, „zjonizowane cząsteczki mające strukturę bądź masę zbliżoną do cząsteczek wchodzących w skład materiałów wybuchowych” – cały ten prawniczo-naukowy slang miał przykryć trzy litery: TNT – trójnitrotoluen, a mówiąc po polsku – trotyl. Nie da się ukryć, że po raz kolejny potwierdziło się stare powiedzenie – pół prawdy to całe kłamstwo.

Oczywiste jest, że po wystąpieniu prokuratorów w Sejmie poczułem ulgę. Nie towarzyszyła jej jednak satysfakcja. Trudno odczuwać zadowolenie, kiedy widzi się, jak organ polskiego państwa, jakim jest prokuratura, wystawia się na pośmiewisko. Jak kilka osób rujnuje wizerunek „firmy”, w której wielu prokuratorów pracuje z zaangażowaniem, stojąc na straży prawa.

Dzień po tym, kiedy przez usta płk. Szeląga przeszło słowo-tabu – trotyl, rozmawiałem z jednym z wielu takich uczciwych prokuratorów, których znam. – Jest mi wstyd za środowisko, w jakim pracuję – powiedział. – Nie przejmuj się tak bardzo, ja jestem dziennikarzem – odparłem.

Rechot nad „męczennikiem”

Niestety, ocena mojego własnego środowiska jest surowa. Nie chcę uciekać do taniego moralizowania, sam nie będąc bez grzechu. Jednak nie sposób nie skonstatować, że ostatni miesiąc nam, jako dziennikarzom, wystawił bardzo złe świadectwo. Ilość jadu i pomyj, jaką wylały przede wszystkim tzw. media głównego nurtu na dziennikarzy „Rzeczpospolitej” i „Uważam Rze”, przekroczyła granice. Myślałem, że szczytowym...
[pozostało do przeczytania 44% tekstu]
Dostęp do artykułów: