Historia pewnego orderu

Dodano: 14/07/2021

Felieton [Wróg ludu]

Krzyż Kawalerski Orderu Węgierskiego, który mnie i Ryszardowi Kapuścińskiemu wręczyła na zjedzie Klubów „Gazety Polskiej” ambasador Węgier, przyprawił mnie o pewien rodzaj uczuć, których doznaję niezwykle rzadko. 

W zasadzie w związku z działalnością publiczną i medialną staram się nie przeżywać silnych emocji, zostawiając sobie niszę na empatię wobec zwykłych ludzi i celebrowanie świąt narodowych i religijnych. Silne uczucia w działalności publicznej szybko wypalają człowieka i powodują jego wycofanie się albo niebezpieczny rodzaj znieczulicy, który pozbawia liderów społecznej perspektywy. Jednak tym razem nie byłem w stanie pozbyć się prawdziwych emocji i mam wrażenie, że stało się coś, co może mieć przynajmniej dla mnie trwałe znaczenie. Do tej pory nie przyzwyczajałem się do pochwał, nagród i odznaczeń, tym bardziej że tych dwóch ostatnich pewnie nie miałem za wiele. Owszem, niezwykle często spotykałem się z uznaniem zwykłych ludzi i czasem kurtuazyjnym

     
29%
pozostało do przeczytania: 71%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze