W cieniu Kremla? Zapiski z Mołdowy

W VIP-owskim saloniku na lotnisku jest osiem gazet: pięć po rumuńsku, trzy po rosyjsku i żadnej zachodniej. Dla magazynów ilustrowanych proporcje są jednak wręcz odwrotne: jedna po rumuńsku i aż cztery po rosyjsku. Nie ma już Mołdawskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej, ale Rosję tu słychać, widać i czuć. I to nie tylko w Naddniestrzu, które ogłosiło „niepodległość” i utworzyło własne, nieuznawane przez nikogo państewko, głównie dzięki rosyjskiej armii. Żołnierze z Moskwy wciąż tu stacjonują, choć zaprawiony w gierkach z sąsiadami Kreml formalnie nie uznaje Naddniestrzańskiej Republiki Mołdawskiej.

Długi cień Kremla

Naddniestrze jest bogatsze od rumuńskojęzycznej reszty kraju. Decydują o tym dwie rzeczy: przemysł i powiązania gospodarcze z rosyjskimi elitami finansowo-politycznymi. Tyraspol – tak nazywa się stolica Naddniestrza – ma pieniądze i zna ich siłę w jednym z najbiedniejszych państw w Europie. Kontrast między tymi dwoma miastami – Tyraspolem i Kiszyniowem – jest widoczny. Naddniestrzańscy oligarchowie dbają o swój region. Pewnie dlatego najbogatszym klubem piłkarskim Mołdawii jest klub Sheriff w Tyraspolu, który w ostatnich latach tylko raz nie zdobył tytułu piłkarskiego mistrza kraju. Z powodzeniem startuje nawet w europejskich pucharach. A gra w nich dzięki swoistej politycznej schizofrenii oligarchów z Naddniestrzańskiej Republiki, którzy uznają władze w Kiszyniowie tylko w przypadku imprez sportowych – inaczej ich kluby nie mogłyby brać udziału w rozgrywkach na szczeblu krajowym i kontynentalnym.

Mołdowa chce do Unii. Nie cała Mołdowa. Zostawmy Naddniestrze, gdzie oficjalnym językiem jest rosyjski, gdzie stacjonują rosyjskie wojska, a rosyjska (i ukraińska, bądźmy sprawiedliwi) mafia ubija biznes z lokalną oligarchią. W samej Mołdowie do niedawna rządziła partia komunistyczna, która dziś stanowi największą siłę opozycyjną – w sondażach ma poparcie rzędu 40 proc. Komuniści dalej dążą do...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: