BOR nie uchronił Tu-154 przed eksplozją

Na charakter kontroli przed wylotem nie wpłynęło także nagromadzenie wyjątkowo ważnych osób w samolocie, choć obecność prezydenta RP i najwyższych dowódców polskiej armii powinna zobowiązywać BOR do znacznie uważniejszego sprawdzenia Tu-154.

– Tu-154M nr 101 powinien być sprawdzany przez kilka godzin przed porannym wylotem 10 kwietnia. Tak się jednak nie stało, za co odpowiada szef BOR – mówi nam jeden z byłych wysokich oficerów Biura. – Samolot nie został też wcześniej gruntownie sprawdzony po powrocie z remontu w Samarze, a bezwzględnie powinno to być zrobione. Podczas jego pobytu w Rosji za samolot nie odpowiadał jednak BOR.
Kto ponosi odpowiedzialność za brak nadzoru nad rządową maszyną? – Służbą odpowiedzialną za zabezpieczenie Tu-154M nr 101 nie było Biuro Ochrony Rządu, lecz Służba Kontrwywiadu Wojskowego – mówi nasz informator. Tymczasem szef SKW gen. Janusz Nosek został 9 listopada 2010 r. awansowany na generała brygady przez prezydenta Bronisława Komorowskiego. Pół roku później na generała dywizji mianowany został przez prezydenta Marian Janicki, szef BOR.

Tylko miejsca ogólnodostępne

W nocy z 9 na 10 kwietnia 2010 r. na lotnisku wojskowym w Warszawie funkcjonariusze BOR – jak w przypadku każdego lotu z udziałem osób chronionych przez Biuro – pełnili tzw. dyżur pirotechniczny.

Przed katastrofą smoleńską do sprawdzenia samolotu delegowani zostali na lotnisko czterej funkcjonariusze BOR: dowódca grupy Krzysztof D., starszy pirotechnik Sylwester P., pirotechnik kierowca Kamil K. oraz pirotechnik-przewodnik psa służbowego Mirosław B. Co ciekawe – jak mówi „Gazecie Polskiej” mjr Robert Terela, były pirotechnik BOR, dowódca grupy Krzysztof D. nie powinien zostać dopuszczony do kontroli samolotu, bo nie miał odpowiedniego doświadczenia w posługiwaniu się spektrometrem i nie znał budowy tupolewa! Jak ustaliła „Gazeta Polska” – pirotechników delegował do sprawdzenia tupolewa szef Wydziału I BOR...
[pozostało do przeczytania 75% tekstu]
Dostęp do artykułów: