Hodowanie polskich wahabitów

Co to wszystko oznacza? Ano historycznie biorąc – nic szczególnego. Cała ta wbrew pozorom spójna układanka to tylko tradycyjne metody rosyjskiej strategii stosowane wobec wrogów od wieków. Świetnie opisane choćby przez polskich sowietologów. I – również od wieków – nierozumiane w krajach zachodniej Europy mających szczęście nie być w bliskich kontaktach z zamordystyczną rosyjską władzą.

Jak to było w Czeczenii, czyli od bohaterów do terrorystów

Gdy w latach 90. mały naród czeczeński upomniał się o niepodległość, świat patrzył na niego z podziwem. Zarzuty Rosji, że walka o wolność to terroryzm religijnych fanatyków, odrzucano. Zbyt świeża była pamięć zniewolenia połowy Europy przez Związek Sowiecki.
Leżąca przecież w Europie Czeczenia chciała zbliżenia z UE i Stanami Zjednoczonymi. W czasie pierwszej wojny w Czeczenii w latach 1994–1996 fundamentaliści islamscy stanowili tam absolutny margines, nieprzekraczający 2 proc. ludności, który niezbyt chętnie brał udział w walkach.

W latach 1996–1999 Czeczenia była de facto niepodległa. Wtedy, pomiędzy wojnami, w czasie, gdy zwykli Czeczeni mieli kłopoty z podróżowaniem po Rosji, pod Moskwą organizowano obozy, w których szkolono islamskich fanatyków – wahabitów. W wyniszczonej Czeczenii kolportowali oni ulotki wydawane na błyszczącym papierze.

Po owej pracowitej agitacji przyszedł 1999 r. Zdobywający władzę Putin oskarżył Czeczenów o wysadzenie bloków mieszkalnych w Moskwie, Wołgodońsku i Bujnaksku. Do wpadki doszło w Riazaniu, gdzie kierowca Aleksiej Kartofielnikow zgłosił milicji, że jacyś ludzie wyjmują z samochodu tajemnicze worki i zanoszą je do piwnicy w bloku. Patrol znalazł worki z heksogenem oraz elektroniczny zapalnik.

Tego samego dnia premier Władimir Putin powiedział, że dzięki czujności mieszkańców uratowano dom w Riazaniu. Później jednak dyrektor FSB Nikołaj Patruszew zdezawuował słowa premiera i powiedział, że w Riazaniu nie...
[pozostało do przeczytania 71% tekstu]
Dostęp do artykułów: