Chińskie kłamstwo stulecia i COVID-19

rys. Rafał Zawistowski
rys. Rafał Zawistowski

OPINIE [Czy to akt wojny Pekinu z Zachodem?]

Nadal nie wiemy, co zapoczątkowało największą katastrofę, jakiej doznała ludzkość od zakończenia II wojny światowej. Od początku pandemii Komunistyczna Partia Chin, która od października 1949 roku sprawuje autorytarną władzę nad Państwem Środka, fałszowała i niszczyła wiele danych dotyczących pierwszej fazy pandemii, zastraszała naukowców, zarządzała największą w historii propagandową operacją, która miała zabić wszelkie próby ustalenia prawdy.

Komunistyczna Partia Chin zalewała też świat rzekomo jedyną możliwą wersją wydarzeń, zgodnie z którą COVID-19 powstał w sposób naturalny, odzwierzęcy. Doktor Richard Ebright, wybitny wirusolog, profesor chemii i biologii chemicznej na Uniwersytecie Rutgersa, stwierdził 3 czerwca 2021 roku na łamach „Vanity Fair”, że już po pierwszych doniesieniach o nowej epidemii koronawirusa w Wuhan związanej z nietoperzami zajęło mu „nanosekundę lub pikosekundę”, aby uznać za najbardziej prawdopodobny wariant powiązanie działającego tam Instytutu Wirusologii z epidemią, bowiem tylko dwa inne laboratoria na świecie, w Galveston w Teksasie i Chapel Hill w Północnej Karolinie, prowadziły takie badania. A epidemia wybuchła właśnie w Wuhan. Prezydent Donald Trump, w oparciu o amerykańskie dane wywiadowcze, także twierdził, iż początek pandemii miał miejsce w kontrolowanym przez chińskie wojsko Laboratorium P4 Instytutu Wirusologii w Wuhan. COVID-19, który zabił dotąd 596 tys. Amerykanów, a więc więcej niż zginęło ich łącznie we wszystkich wojnach prowadzonych przez Stany Zjednoczone, mógł być więc przypadkowym lub celowym dziełem chińskich komunistów. Obecny prezydent USA, Joe Biden, 26 maja ujawnił, że zwrócił się do amerykańskich agencji wywiadowczych, by „podwoiły wysiłki” w celu zbadania pochodzenia koronawirusa, a tym samym, aby zweryfikowały teorię, zgodnie z którą ślad prowadzi do chińskiego laboratorium. Biden w ten sposób wskazał jednoznacznie, że jeśli sprawa jest czysta, to ChRL powinno zależeć na wyjaśnieniu wszelkich wątpliwości. Domaga się więc współpracy Chin w prowadzeniu dochodzenia. 

Chorzy z Laboratorium P4

Według amerykańskich źródeł, trzech naukowców z Laboratorium P4 poważnie zachorowało w październiku 2019 roku, a więc miesiąc przed zgłoszonymi pierwszymi przypadkami COVID-19. Mieli się czuć tak źle, że potrzebowali pomocy szpitalnej. To na podstawie tych informacji prezydent Donald Trump mówił, że dowody wskazują na to, iż wirus wydostał się z Instytutu Wirusologii w Wuhan. Wówczas jednak dr Anthony Fauci, jego formalny doradca medyczny, a przy tym czołowy amerykański ekspert ds. chorób zakaźnych, bagatelizował te sygnały. Dzisiaj jednak, już jako doradca Bidena, wezwał Chiny do ujawnienia prawdy o tym przypadku. W wypowiedzi dla „Financial Times” z 3 czerwca 2021 roku stwierdził: „Chciałbym zobaczyć dokumentację medyczną trzech osób, które zachorowały w 2019 roku. Czy naprawdę zachorowały, a jeśli tak, na co zachorowały?”. Ale obecna reakcja Fauciego, człowieka, który odegrał wcześniej negatywną rolę w dyskredytowaniu postawy Trumpa wobec epidemii i „chińskiego śladu”, zderzona została z ujawnioną mediom jego korespondencją w tej sprawie. W kwietniu 2020 roku Peter Daszak, szef EcoHealth Alliance, wysłał e-mail do dr. Fauciego, w którym chwalił go za odwagę w obalaniu teorii wycieku laboratoryjnego. W odpowiedzi otrzymał ciepłe podziękowanie i brzydki komentarz, który odnosił się w istocie do Trumpa. Problem w tym, że firma non-profit Petera Daszaka pośredniczyła w przekazaniu przez Amerykański Narodowy Instytut Zdrowia milionów dolarów w latach 2014–2019 na Instytut Wirusologii w Wuhan. Miały one służyć badaniu koronawirusów nietoperzy i ich zdolności do mutacji. 

Peter Daszak, KPCh i zastraszanie

Dwa miesiące wcześniej przed ową wymianą e-maili, 19 lutego 2020 roku, „The Lancet”, jedno z najbardziej wpływowych czasopism medycznych na świecie, wydrukowało bodaj najbardziej kuriozalne oświadczenie w historii nauki. Głosiło ono całkowitą i totalną negację hipotezy o wycieku covidu z laboratorium, nazywając ją ksenofobicznym kuzynem negacji zmian klimatycznych i antyszczepionkowości. Pod tekstem podpisało się 27 uczonych, którzy zapewniali o swojej solidarności ze wszystkimi naukowcami i pracownikami służby zdrowia w Chinach i podkreślali: „Jesteśmy razem, aby zdecydowanie potępić teorie spiskowe sugerujące, że COVID-19 nie ma naturalnego pochodzenia”. Siedem osób z tej listy otrzymywało środki na swoje badania od firmy Daszaka. Uderzający jest w tym dokumencie jego propagandowy charakter. Nie zawiera żadnych aktów, analiz, lecz jedynie emocjonalny apel, który miał zastraszyć międzynarodowe środowisko badaczy, sugerując brutalny atak na każdego, kto podejmie się badań dotyczących ustalenia prawdy. Później okazało się, że dokument ten był zorganizowany właśnie przez zoologa Petera Daszaka, który stał za transferem ogromnych dotacji do Instytutu w Wuhan, w tym do Laboratorium P4. Od 2014 do 2020 roku stał też na czele projektu badań wirusów o znacznym ryzyku rozprzestrzeniania się, na który Amerykański Narodowy Instytut Zdrowia wydał ponad 3,7 mln USD. Wysokość dotacji z innych instytucji państwowych sięgała w niektórych latach 15 mln USD. Daszak przez lata współpracował z ekipą chińskich naukowców z Wuhan, w tym z Shi Zhengli. Po wybuchu pandemii, z uwagi na jego niejasną rolę w relacjach z ChRL, finansowanie przez Narodowy Instytut Zdrowia (NHI) jego projektu zostało wstrzymane. Wykorzystał swoje wpływy i opublikował w maju na łamach „Science” artykuł, że cięcia dotacji miały miejsca po tym, jak „prezydent Donald Trump twierdził – nie dostarczając dowodów – że wirus pandemii uciekł z chińskiego laboratorium wspieranego przez grant NIH, i zobowiązał się zakończyć finansowanie”. Daszak zorganizował wówczas apel, pod którym podpisało się 81 noblistów poddanych dezinformacji. Dokument został skierowany do dyrektora Narodowego Instytutu Zdrowia, Francisa Collinsa, z żądaniem, aby nie odbierać kasy człowiekowi, który może pomóc w walce z koronawirusem. Paradoksalnie Daszak, który odegrał jedną z głównych ról w chińskiej propagandzie dotyczącej COVID-19, a także mógł mieć swój wkład w stworzenie samego zagrożenia, został wybrany 2 grudnia 2020 roku przez WHO (wbrew USA, a za zgodą ChRL) w skład 13-osobowej, międzynarodowej komisji, która miała zbadać źródło pochodzenia pandemii covid. Poparła ona, po jednej krótkiej wizycie w laboratorium w Wuhan, stanowisko ChRL. 

Kłamstwa Chin i kłamstwa Daszaka

Owa wymiana e-maili między Daszakiem a Faucim była więc czymś więcej niż formą wzajemnej grzeczności. Obaj byli zaangażowani w wykorzystanie pandemii do walki z Trumpem. Daszak miał monopol na Wuhan. Czerpał z tego gigantyczne korzyści. Osłaniał też prawdę o rzeczywistym stanie bezpieczeństwa w laboratorium. Był też, niemal do końca, kryty przez Fauciego. Podczas zeznań w Kongresie 12 maja 2021 roku dr Fauci stanowczo zaprzeczył, że USA kiedykolwiek sfinansowały kontrowersyjne badania nad zjadliwymi koronawirusami w laboratorium w Wuhan. A gdy w Senacie 26 maja senator John Kennedy, republikanin z Luizjany, zapytał, skąd dr Fauci może być pewien, że chińscy naukowcy nie wykorzystali amerykańskich pieniędzy do badań nad mechanizmem zakażania koronawirusem ludzi, odpowiedział, że nikt nie może mieć takiej pewności. Ale dodał, iż wierzy, że chińscy naukowcy są „godni zaufania”. W ekipie Trumpa działał specjalny zespół ds. ustalenia źródła pochodzenia COVID-19 kierowany przez Matthew Pottingera, zastępcę doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego (odpowiadał za strategię wobec ChRL). Grupa ta zdobyła dowód, że w Wuhan dokonywano eksperymentów, które mogły doprowadzić do powstania w tym miejscu COVID-19. Był nim artykuł naukowy Shi Zhengli i epidemiologa z University of North Carolina, Ralpha Barica, z 2015 roku. Opisywał on eksperyment potwierdzający, iż białko zawarte w „kolcach” nowego koronawirusa (tych, które teraz są uwidocznione na milionach reprodukcji ukazujących w powiększeniu strukturę COVID-19) może infekować ludzkie komórki. W Wuhan, używając w tym celu myszy, wprowadzone zostało białko pochodzące z podkowca chińskiego do struktury molekularnej wirusa SARS z 2002 roku. W ten sposób stworzono nowy, bardzo zakaźny patogen. 

Groźne Wuhan

W artykule odkrytym przez ekipę Matthew Pottingera naukowcy Shi Zhengli i Ralph Baric mają świadomość, że bawili się czymś na kształt biologicznej bomby atomowej. Sami zaznaczyli otwarcie, iż „panele naukowe mogą uznać, że podobne badania są… zbyt ryzykowne, aby je kontynuować”. Według tych uczonych ich eksperyment miał wywołać alarm i ostrzec świat przed „potencjalnym ryzykiem ponownego pojawienia się SARS-CoV z wirusów krążących obecnie w populacjach nietoperzy”. Uczeni dziękowali też za fundusze uzyskane z amerykańskiego Narodowego Funduszu Zdrowia, które otrzymali poprzez firmę non-profit Petera Daszaka. Jednym z oczywistych scenariuszy, przed którym ostrzegał artykuł, była możliwość wydostania się takiego wirusa poza Laboratorium P4. Wbrew opiniom rozgłaszanym przez Daszaka laboratoria chińskie nie spełniają wymaganych, międzynarodowych norm bezpieczeństwa. Dochodziło tam do szeregu groźnych incydentów. Tylko w 2004 roku doszło do  czterech przypadków naruszenia standardów bezpieczeństwa zawiązanych wówczas z wirusem SARS. Dwa z nich miały miejsce w głównym laboratorium w Pekinie. Najbardziej dramatyczne wydarzenie związane było z banalnym błędem. Żywy wirus SARS, po tym jak został nieumiejętnie dezaktywowany z powierzchni, został przeniesiony do lodówki na korytarzu. Następnie doktorant zbadał go w pomieszczeniu mikroskopu elektronowego i wywołał epidemię. Jak ujawnił amerykańskim dziennikarzom Rodolphe de Maistre, który studiował i pracował naukowo w ChRL, mitem jest też samo Laboratorium L4 w Wuhan. W rzeczywistości jest to cały kompleks laboratoriów, w których pracowano nad koronawirusami. Tylko jeden obiekt posiada najwyższy protokół bezpieczeństwa biologicznego, BSL-4, a więc jest w pełni izolowany, a naukowcy pracujący w nim noszą kombinezony ciśnieniowe otaczające całe ich ciało i posiadające niezależne źródło tlenu. Inne mają protokół BSL-3 lub BSL-2, a więc zapewniają bezpieczeństwo biologiczne na poziomie amerykańskiego gabinetu dentystycznego. Ekipa Matthew Pottingera, podlegająca Narodowej Radzie Bezpieczeństwa, znalazła całą listę dowodów, że laboratoria w Chinach nie były tak bezpieczne, jak je przedstawiała komunistyczna propaganda i Daszak. Zresztą także Shi Zhengli przyznała publicznie, że do czasu pandemii wszystkie badania nad koronawirusami w Wuhan – a czasami były one prowadzone na żywych patogenach – odbywały się w laboratoriach BSL-3 i BSL-2, a więc o niewystarczającym poziomie bezpieczeństwa biologicznego. W 2018 roku, gdy otwierano w Wuhan Laboratorium BSL-4, w uroczystości wzięli udział amerykańscy dyplomaci. Według informacji umieszczonej wówczas w „Washington Post”, w placówce brakowało wykwalifikowanych techników, a także jasnych protokołów bezpieczeństwa na wypadek zagrożeń. Mimo to Chińczycy z dumą ogłosili, że laboratorium spełnia wymogi prowadzenia badań nad patogenami klasy czwartej (P4), a więc wirusów tak zjadliwych, że mogą być przeniesione z człowieka na człowieka drogą kropelkową. 

Brutalna wojna informacyjna w imię kłamstwa

Komunistyczne służby w ChRL od pierwszych dni ścigały niezależnych dziennikarzy chińskich ujawniających prawdę o przebiegu pandemii. Pekin wydawał polecenie fałszowania danych, blokował też starania o uczciwe śledztwo. Polecił również zniszczenie wszelkich danych. A gdy w styczniu 2020 roku chiński lekarz okulista z Wuhan Li Wengliang próbował ostrzec świat, że pojawiła się nowa epidemia zbliżona do SARS, został aresztowany, oskarżony o zakłócanie porządku społecznego i zmuszony do napisania samokrytyki. Li zmarł w lutym 2020 roku na COVID-19. Chińskie państwo walczyło też z międzynarodową wspólnotą uczonych, która dążyła do wyjaśnienia prawdy. Założyła ona grupę o nazwie DRASTIC od skrótu Decentralized Radical Autonomous Search Team Investigating COVID-19. Odkryła ona i ujawniła szereg szokujących faktów dotyczących Wuhan. Agresję środowiska uczonych z kręgu Daszaka, silnie powiązanego biznesowo z Chinami, odczuł Robert R. Redfeld, wybitny badacz, przez lata dyrektor Centrum Kontroli i Prewencji Chorób w USA. W rozmowie z dziennikarzami magazynu „Vanity Fair” ujawnił, że po tym, jak w marcu 2020 roku w telewizji CNN powiedział, iż jest przekonany, że COVID-19 powstał w laboratorium, otrzymał groźby śmierci od swoich kolegów naukowców. Stwierdził: „Byłem zagrożony i poddany ostracyzmowi, bo zaproponowałem inną hipotezę”.

Zamiast zakończenia. COVID-19 – operacja wojskowa?

Jeden z badaczy grupy DRASTIC, analizując chińskie zasoby umieszczone w China National Knowledge Infrastructure, dotarł do pracy magisterskiej z 2013 roku studenta z Kunming. Dotyczyła ona przypadku zakażenia w 2012 roku sześciu górników z prowincji Mojiang wirusem pochodzącym od nietoperzy podczas prac w jednej z tamtejszych jaskiń. Wszyscy wymagali hospitalizacji, a trzech z nich zmarło. Dochodzenie wykazało, że wirus miał dużo podobieństw do COVID-19. Laboratorium z Wuhan w 2012 roku pobrało próbki, ale o tym przypadku nie poinformowało międzynarodowych instytucji naukowych. Rzecz sama w sobie szokująca. Ekipa śledcza Matthew Pottingera z Rady Bezpieczeństwa Narodowego (NSC) ustaliła, że Laboratorium P4 w Wuhan od co najmniej 20 lat współpracuje z naukowcami wojskowymi. Wspólnie opublikowali oni ponad 51 artykułów naukowych, które były efektem wojskowo-cywilnych prowadzonych tam badań. Uwagę ekipy śledczej z NSC zwróciło szczególnie badanie dokonane latem 2019 roku przez 23 naukowców, z których 11 pracowało dla Wojskowej Akademii Nauk Medycznych. W uczelni tej tworzona jest doktryna, zgodnie z którą III wojna światowa rozpocznie się od ataku przeprowadzonego za pomocą broni biologicznej. W ramach owego eksperymentu w Wuhan przeprowadzonego przed pandemią wojskowi uczeni, korzystając z technologii edycji genów zwanej CRISPR, zmodyfikowali myszy, wyposażając je w płuca o cechach ludzkich, a następnie zbadali ich podatność na SARS-CoV-2. Wyglądało to na badanie przez armię, które wirusy mogą być zakaźne dla ludzi, a więc mogą stanowić broń biologiczną. Jedno jest pewne i bije po oczach – owa szokująca dysproporcja ofiar COVID-19. USA, największy, strategiczny przeciwnik ChRL, doznał najpotężniejszego uderzenia – 33,3 mln zakażonych w USA i 598 tys. zmarłych na koronawirusa do początku czerwca 2021 roku. Z drugiej strony w ChRL, gdzie się wszystko zaczęło, odnotowano jedynie 91 170 zakażonych do 4 czerwca 2021 roku, a zmarło 4636 osób – i to w populacji liczącej 1,4 miliarda ludzi, a więc ponad cztery razy większej od amerykańskiej! A to oznacza, iż w Chinach jeden zakażony przypada na 15 575 osób, a jeden zmarły na 306 298 osób! Szokuje to, gdy porównamy te zestawienia z USA, które mają 326 mln obywateli, a jedna zakażona osoba przypada statystycznie na 9,7 osób! A jeden zmarły na 545 osób. Liczby nie kłamią – w USA zmarło 129 razy więcej ludzi na koronawirusa niż w Chinach, a zaraziło się 365 razy więcej. Czyżby to był obraz owej asymetrycznej wojny nowego typu, która już się toczy się między Chinami a Zachodem, a my jej nadal nie dostrzegamy? 

     

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze