Parówkowi jawnożercy

Felieton [Pan Jacek dla ciebie]

W polskiej tradycji dość często jedzenie stawało się symbolem. Chyba najbardziej popularnym jest czarna polewka – kawalerowi, któremu była podawana, chciano dać sygnał, że nie jest mile widziany jako przyszły zięć. 

Co oczywiste, potrawy i jedzenie trafiały również do polityki. Historia rozpisuje się o ucztach na królewskich dworach, podczas których zawiązywano spiski i sojusze. Każdy Polak zna zwyczaj obiadów czwartkowych organizowanych przez Stanisława Augusta Poniatowskiego, które zrzeszały intelektualistów polskich. Z czasem jednak nasze polityczne posiłki schodziły niżej. W XIX wieku więc raczej mówiliśmy o kiełbasach wyborczych, które rozdawano w czasie spotkań kandydatów z elektorem. Ten ostatni zwyczaj został przeniesiony do III RP i rozwijał się w najlepsze. Wydawało się, że niżej się nie da. A jednak. W minionym tygodniu politycznym tematem numer jeden stał się wegański hot-dog na stacji Orlen, którym postanowił się uraczyć Adrian Zandberg.

     
59%
pozostało do przeczytania: 41%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze