Buldogi i hot-dogi Platformy

Felieton [Lubię dinozaury]

Wygodnie usiąść w fotelu, wyjąć popcorn i obserwować, jak się gryzą – ta myśl przychodzi do głowy, gdy patrzy się na to, jak starła się dziś Platforma z Lewicą. Widowisko, traktowane w kategoriach cyrku, jest nawet dość zabawne. 

Na przykład okazało się, że fakt zjedzenia wegańskiego hot-doga przez Zandberga na stacji Orlen może wywołać stan przedzawałowy oraz konwulsje zarówno u tak Wielkiego Przywódcy Opozycji Borysa Budki, jak i wiernych mu redaktorów TVN czy funkcyjnych mediaworkerów pokroju Lisa. Tym samym zwolennicy PO od kilku dni karmieni są przez swoje media kolejnymi analizami śledczymi, czy parówka Zandberga faktycznie była wegańska i dlaczego hot-dog jest zdradą demokracji. Prawdziwy temat dla prawdziwie „wolnych mediów”. Chyba trudno o lepszy dowód na to, jak żałosna jest ta komedia, nazywana totalną opozycją. Jest jednak jeszcze inny, bardzo ciekawy wniosek, jaki wypływa z tej dość groteskowej awantury. Otóż widzimy jak na dłoni, co jest

     
48%
pozostało do przeczytania: 52%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze