Kryterium

Felieton [Widziane ze śmietnika historii]

Rozbicie rosyjskiej siatki szpiegowskiej w Bułgarii jest kolejnym dowodem na słuszność wyboru opcji zerowej w tworzeniu służb specjalnych w krajach, gdzie komuniści zdemontowali stary system. 

Szefem jaczejki był płk Iwan Iliew, do 2016 roku członek kierownictwa wywiadu wojskowego. Oczywiście ukończył kurs w sowieckim wywiadzie wojskowym GRU, a więc to prawdziwy fachowiec i patriota niczym Dukaczewski. Służył w rezydenturze w Grecji i innych państwach zachodnich, gdzie zajmował się tworzeniem siatek wywiadowczych. Iliew przywiózł sobie lub raczej wyposażono go w Rosji w żonę Galinę. W Bułgarii służyła ona jako łączniczka między mężem rezydentem a ambasadą rosyjską. Galina spotykała się z psiapsiółkami Jeleną Zinkiną, żoną II sekretarza ambasady, i Jewgieniją Sofronową, partnerką (żoną?) I sekretarza Maksima Rybkina. Tą drogą zdobyte informacje wędrowały do rosyjskiej placówki wywiadu wojskowego. Pułkownik Iliew korzystał ze współpracy czterech oficerów.

     
58%
pozostało do przeczytania: 42%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze