Niedokończona sprawa

Felieton [Wróg ludu]

Jeszcze w kwietniu 2010 roku obiecaliśmy naszym czytelnikom i wszystkim, którzy nam zaufali, że nie pozwolimy wymazać z pamięci tych, którzy zginęli w Smoleńsku, i nie spoczniemy, póki nie dowiemy się i nie ujawnimy, co się tam naprawdę stało. Szybko zorientowaliśmy się, że ówczesne władze ani nie zamierzają uczcić poległych, ani niczego wyjaśniać. 

Rozpoczęliśmy poprzez kluby „Gazety Polskiej” comiesięczne Msze święte w intencji ofiar i marsze, które były widomym znakiem pamięci. Uczestnicy tych uroczystości stali się żywymi pomnikami. Musiało tak być, bo często na zwykłe monumenty władze nie chciały się zgadzać. Jeszcze w maju 2010 roku zapowiedziałem, że będziemy organizować te marsze, dopóki w centrum Warszawy nie stanie pomnik poległych. Zapowiedziałem też, że ostatni apel napiszę tego właśnie dnia, i tak zrobiłem. I chociaż zdegenerowani politycy w stołecznym ratuszu do dziś odmawiają Lechowi Kaczyńskiemu prawa do mianowania jednej z ulic jego

     
39%
pozostało do przeczytania: 61%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze