Wracając do Mertona

Felieton [Walka o dusze]

Tak się jakoś złożyło w tym wielkopostnym czasie, że po wielu latach przerwy powróciłem do Thomasa Mertona. I mam wrażenie, że choć w wielu jego myślach sporo elementów jego pisarstwa jest uwarunkowanych historycznie i już nieaktualnych, to sam styl jego myślenia jest wciąż dla nas ważny. 

A doskonale widać to w „Dziennikach azjatyckich”, czyli ostatnich – wydanych już po śmierci – zapiskach Mertona. Trudno czytać je, zapominając, że ta ostatnia podróż/pielgrzymka zakończy się absurdalną śmiercią. Tyle w tych zapisach planów, tyle zamierzeń, a jednocześnie tyle zachwytu nad poznawanym właśnie światem buddyzmu tybetańskiego i planów jego zgłębiania, że aż szokuje to nagłe przerwanie życia. Pytanie, co by było, gdyby nie śmierć w Bangkoku? Co by jeszcze zrobił? Czy zapał dla duchowości Wschodu zaprowadziłby go tam na stałe (on sam sugeruje, że go tam nie ciągnie), czy może pogłębione studia sprawiłyby, że – zgodnie zresztą ze swoją deklaracją – dostrzegłby

     
52%
pozostało do przeczytania: 48%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze