Katastrofa na zesłańczym szlaku

SiewŻiełDorŁag

Odkrycie bogatych złóż węgla kamiennego w rejonie Workuty stanowiło milowy krok w podboju dalekiej północy Związku Sowieckiego. Niestety „podbój” ten dokonywany był przy pomocy systemu niewolniczej pracy setek tysięcy więźniów Gułagu. Jedną z kluczowych inwestycji na dalekiej północy była budowa linii łączącej nowo powstające kombinaty górnicze z istniejącą siecią kolejową. Ambitne plany przygotowane w zaciszu kremlowskich gabinetów zakładały budowę prawie 1500 km torów w rekordowym tempie. Aby sprostać wyzwaniu, do dyspozycji odpowiadającego za budowę SiewŻiełDorŁagu (Obozu Północnej Linii Kolejowej) w maju 1940 r. skierowano dodatkowo 135 tys. więźniów, w tym ponad 8 tys. polskich jeńców.

Pierwsze eszelony z polskimi jeńcami dotarły do Kotłasu w maju 1940 r. Wycieńczeni wielomiesięczną katorżniczą pracą w kopalniach oraz podróżą w fatalnych warunkach jeńcy zostali rozdzieleni do poszczególnych obozów rozmieszczonych wzdłuż całej linii kolejowej prowadzącej od Konoszy, poprzez Kotłas i dalej w stronę dorzecza Peczory. Warto podkreślić, że łamiąc prawa wojny, jeńców traktowano według procedur stosowanych do więźniów kryminalnych. Jeszcze przed załadunkiem do wagonów odebrano im wszystkie rzeczy osobiste, w tym manierki, menażki i kubki.

O sytuacji, w jakiej znaleźli się jeńcy, dowiadujemy się z licznych raportów NKWD. Nawet doświadczeni czekiści z wieloletnią łagrową praktyką byli wstrząśnięci sytuacją, w jakiej znaleźli się Polacy, których po prostu wyrzucono w głuchej tajdze. Jeńcy, zmuszeni do ciągłego przebywania na otwartym powietrzu, ryli prowizoryczne ziemianki. Nieliczni szczęśliwcy, którzy otrzymali dach nad głową, często nie mieli lepiej. Oto fragment jednego z raportów: „Śpią na gołych narach zrobionych z okrąglaków, baraki przeciekają, łaźnię dopiero zaczęli budować, lazaret też, normy wyżywienia jak dla więźniów (…), brakuje nawet słomy”. Na przystani Ankino jeńców po wyładowaniu z...
[pozostało do przeczytania 67% tekstu]
Dostęp do artykułów: