Dzień Polskich Dam

Felieton [Myśli nienowe]

Przed nami Dzień Kobiet. Poza tradycyjnym „goździkiem”, „tulipankiem” i peerelowską „pończoszką” kojarzył się i kojarzy wielu z socjalistycznie umocowanym i poobijanym medialnie za komuny „świętem ludowym”. Lubię go jednak. 

Z jednej strony to kolejna okazja, by móc ukochanej Żonie kupić bukiet kwiatów (jeśli jesteśmy akurat we Włoszech – tradycyjną mimozę), z drugiej zaś w ogóle adorować to, co w kobiecości najpiękniejsze. Mówię nie tylko o urodzie (chociaż ta niezmiernie ważna, a jak!), mówię o Pięknie w ogóle, które zawiera się nie tylko w zewnętrznym wizerunku, lecz w całości – wrażliwości, wartościach duchowych, intelekcie, cieple, dbałości o domowe ognisko, o dzieci i rodzinę. Wszystko to może być i jest Piękne. I tak naprawdę wtedy dopiero jest piękne, gdy jest właśnie całe. Tak rozumiem ideał Kobiety – wyniesionej na piedestał przez Kościół katolicki (warto w historii emancypacyjnej sięgać nie tylko do ruchów z XIX wieku, ale też do antyku i do

     
52%
pozostało do przeczytania: 48%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze