Onet rusza na wojnę

rys. Rafał Zawistowski
rys. Rafał Zawistowski

OPINIE [Pozwy wobec Wyszkowskiego i Suskiego to wyraz niemieckiej frustracji]

Niemiecka frustracja jest zrozumiała. Polska, krok po kroku, odzyskuje suwerenność informacyjną. Pełne dwa pokolenia Polaków były jej pozbawione. Niemieckie media w naszej wspólnocie próbowały nas sformatować, przejąć kontrolę nad polską kulturą i polskim językiem. Starały się narzucić nam niemiecką perspektywę. Kto przejmuje język narodu, ten kształtuje charakter Polaków i ich wizję państwa.

Od 1994 roku, gdy Axel Springer, jako kapitał niemiecki, wszedł na rynek polski, a potem ulegał kolejnym przekształceniom biznesowym, nie zdarzyło się, by ten gigant medialny w ciągu dwóch kolejnych dni ogłosił, że rozpoczyna wojnę prawniczą z dwoma obywatelami RP. 12 lutego bieżącego roku Ringier Axel Springer Polska poinformował, że podejmie „kroki prawne w związku z krzewieniem mowy nienawiści oraz rozpowszechnianiem oszczerstw przez Pana posła Marka Suskiego”. Dzień później koncern stwierdził, że za obraźliwe słowa o Onecie poda do sądu Krzysztofa Wyszkowskiego. W piątek 12 lutego wiceprzewodniczący klubu parlamentarnego PiS Marek Suski w tweecie napisał: „Niemcy są wzorem dbałości o praworządność w Polsce i mają długą tego tradycję. Kiedyś egzekucje, dziś ONET!”. Autor usunął go, a w to miejsce pojawił się inny wpis: „12 października 1942 r. Niemcy rozpoczęli serię publicznych egzekucji. Powieszono 50 osób. Większość związana z radomską fabryką broni. Tymczasem ONET prowadzi nagonkę oszczerstw na fabrykę broni w Radomiu. Ciekawe, co by pisali, gdyby istnieli w latach trzydziestych ub. wieku”. Została też załączona lista zamordowanych. Krzysztof Wyszkowski napisał na Twitterze 13 lutego: „I strona Onet – każda poszczególna informacja może być uznana za dopuszczalny efekt punktu widzenia, ale całość przekazu gadzinówki to brudna woda po Der Sturmer. Tak jak kiedyś, napastliwy antypolonizm tym razem w wykonaniu polskich najemników antypolskiego właściciela” – napisał Wyszkowski. Wpis zilustrował trzema artykułami – klasycznymi dla Onetu – w stylu „88-milimetrowe działa okazały się tak skuteczne, że często przeciwnicy Niemców musieli sięgać po desperackie metody walki z nimi”. Po chwili dodał: „Co to jest Onet? To elektroniczna wersja gazociągu Ribbentrop-Mołotow, czyli polskojęzyczna rura do gazowania Polaków!”.

Axel Springer i projekt regionalizacji Polski

Wspólne dla wpisu Wyszkowskiego i Suskiego jest postrzeganie Onetu jako instrumentu służącego niemieckim interesom. Portal jest częścią międzynarodowego projektu, którego kluczowy element stanowi niemiecki koncern Axel Springer SE. Przez 16 lat jego polska część działała jako Axel Springer Polska. Połączenie w 2010 roku ze szwajcarskim Ridiger AG miało rozszerzyć aktywność korporacji na obszar Europy Wschodniej. Ale po fuzji nadal to korporacja niemiecka skupia się na polskim rynku wydawniczym. Bowiem dla berlińskiej centrali to nasz kraj jest, w wymiarze biznesowym i politycznym, najważniejszym elementem ich wpływów w Europie Środkowej. Jednym ze sztandarowych projektów koncernu jest systemowe wsparcie dla Kongresu Regionów, który od lat odbywał się we Wrocławiu. Pod medialnym patronatem Axela Springera w 2019 roku prezydenci Wrocławia, Warszawy, Łodzi, Poznania, Gdańska, Lublina, Białegostoku, Gdyni, Sopotu i Rzeszowa zajmowali się projektami, które łączyła wspólna wizja osłabienia spójności integralnej RP. Nasz kraj ma się przekształcać w sieć regionów zintegrowanych z Niemcami – przypomina to wizje młodego Donalda Tuska z początku lat 90. XX wieku. Roland Hau, przewodniczący Związku Mniejszości Niemieckiej w Gdańsku, zadał 25 października 2020 roku na Facebooku pytanie: „Czy naprawdę, w swoim bezkrytycznym patriotyzmie, cały czas chcecie zwierzchności Warszawy, a dokładnie jej żoliborskiej dzielnicy, nad naszym wspólnym Gdańskiem?”. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego koncern kreował od 10 lat Kongres Regionów (w tym roku nie odbył się z powodu pandemii), mimo że sam nie ma prasy regionalnej w Polsce. Axel Springer SE jest jednym z filarów wspierających od lat projekt tzw. niemieckiej Mitteleuropy. Friede Springer, ostatnia żona zmarłego w 1985 roku założyciela korporacji, odgrywa w nim dominującą rolę. Stanowi też fundament polityczno-medialnego i biznesowego wsparcia dla kanclerz Merkel. Mocno też popiera ideę osi Berlin–Moskwa. Jako członkini CDU jest jedną z szarych eminencji w tej partii. W 2011 roku wdowa po Axelu Springerze powołała ze swoich prywatnych środków Fundację Friede Springer, której jest prezesem. W radzie powierniczej fundacji zasiada mąż – kanclerz Niemiec Joachim Sauer. Ten wzajemny deal obu kobiet opiera się na wspólnocie interesów. Axel Springer SE ma też silne powiązania z niemiecką zbrojeniówką. W 2019 roku wyeksportowała ona broń za 8 mld euro. Berlin widzi w polskim przemyśle zbrojeniowym i jego współpracy z Amerykanami niebezpieczną konkurencję. Trudno nie wiązać tych faktów z atakiem Onetu na fabrykę broni w Radomiu.

Onet, Palmiry i pakt Ribbentrop–Mołotow

Ten portal wielokrotnie atakował też najczulsze elementy naszej tożsamości kulturowej. Ale przekroczył wszelkie moralne granice publikacją z 5 marca 2016 roku, gdy zdjęcie prowadzonej 14 czerwca 1940 roku na egzekucję Marii Brodackiej i grupy innych kobiet użył jako ilustracji do tekstu o polskich prostytutkach podczas okupacji, nazywając je „przyjaciółkami niemieckich żołnierzy”. Fotografia jest więc ilustracją do wywiadu, który był próbą ukazania prostytuowania się Polek z okupantami. Tytuł artykułu miał być prowokacyjny – „Związki Polek z niemieckimi żołnierzami podczas II wojny światowej. Dla wielu ludzi to wciąż nie do pomyślenia”. Maria Brodacka, córka polskiego generała Władysława Jaxa-Rożen, który umarł w 1939 roku podczas obrony Warszawy, aktywnie działała w zbrojnym podziemiu. Schwytana przez gestapo, była torturowana, ale nie została złamana. Nie ujawniła tajnych informacji. Zdjęcie ukazuje moment, gdy prowadzona była na egzekucję w Palmirach. Przy życiu został jej 2-letni syn, Krystian. Ta fotografia stanowiła dla niego rodzinną świętość. Ostatni ślad życia matki – zarejestrowany przez Niemców, skrupulatnie dokumentujących ich zbrodnię. To zdjęcie zostało użyte do profanacji tej śmierci. Do zmiażdżenia jej syna. Niemiecki mord w Palmirach jest przyrównywany do Katynia. Obie zbrodnie były wymierzone w polską inteligencję i pokazują wspólnie realizowany niemiecko-rosyjski plan eliminacji naszych elit. Dokonane zostały jako konsekwencja paktu Ribbentrop–Mołotow. Palmiry to jeden z najbardziej dramatycznych przykładów niemieckiego barbarzyństwa. 

Onet i szyderstwo z tragedii Polaków i Polek

Groby dla 17 tysięcy ofiar kopali młodzi Niemcy z Hitlerjugend. Najmłodsi zamordowani Polacy mieli 14 lat. Brodacka była jedną ze 170 Polek, które tu skończyły życie. Niektóre z kobiet były w ciąży. W Palmirach ginęli twórcy odrodzonej II Rzeczypospolitej, dziennikarze, lekarze, księża, adwokaci. Onet, w którym tak istotną rolę odgrywa kapitał niemiecki, powinien być szczególnie uczulony na tę zbrodnię. Już na stałe wpisał się współcześnie w jej narracyjny kontekst. Sąd Okręgowy w Krakowie 21 grudnia 2017 roku stwierdził, iż poprzez zestawienie zdjęcia z artykułem Onet naruszył dobra w postaci godności i czci powoda jako syna kobiety, która w tych warunkach została stracona. Naruszono także jego dobra jako Polaka i jego tożsamości narodowej, która kształtowała się m.in. historycznymi uwarunkowaniami i uzasadnionym przekonaniem, że naród polski jak rzadko który wykazał się niespotykaną odwagą w walce z niemieckim okupantem. „Takie zestawienie zdjęcia z artykułem brzmi jak największe szyderstwo z tragedii, która stała się udziałem Polaków i Polek, które poległy w takich okolicznościach”. 2 września 2019 roku Sąd Apelacyjny w Krakowie wydał prawomocny wyrok, nakazując koncernowi Ringier Axel Springer Polska przeprosić Krystiana Brodackiego na głównej stronie Onet.pl i nakazał wypłacić zadośćuczynienie w wysokości 100 tys. złotych.
 
Oprawca ukazany jako ofiara brutalnych Polaków

Media koncernu Ringier Axel Springer Polska – „Newsweek” i Onet – w 100. rocznicę Bitwy Warszawskiej przypuściły frontalny atak na to historyczne wydarzenie. Wielki napis na portalu Onet głosił: „»Tego, co wyprawiają Polacy, nie da się opowiedzieć«. Lekarz Armii Czerwonej pisze z frontu poruszające listy do żony”. Niżej wytłuszczony napis utrwalał zasadniczą tezę narracji: „Dopiero teraz zrozumiałem cały koszmar wojny, bo tego, co wyprawiają Polacy, nie da się opowiedzieć”. Wojnę ukazano tak, iż oprawca został ukazany jako ofiara brutalnych Polaków. Drugi z najbardziej wyeksponowanych tytułów jeszcze bardziej miał porażać rzekomym barbarzyństwem Polaków: „Prawda o losach jeńców sowieckich wojny 1920 roku. Piekło za drutami”. Wytłuszczony cytat umieszczony poniżej nie pozostawia złudzeń co do intencji redakcji, co ma być wbite do głowy czytelnika: „Prawda o losach jeńców sowieckich wojny 1920 roku nie jest wygodna dla żadnej ze stron: ani dla Rosjan, ani dla Polaków. (…) Dokumenty z tamtego czasu pokazują wstrząsający obraz barbarzyństwa w łagrach II Rzeczypospolitej”. Na ten skandaliczny atak odpowiedziało państwo polskie. W poniedziałek 17 sierpnia 2020 roku premier Mateusz Morawiecki wysłał list do Marka Dekana, prezesa Ringier Axel Springer Media AG i Ringier Axel Springer Polska. „Przekaz płynący z wymienionych artykułów niesie zagrożenie przewartościowania ról w konflikcie, którego stawką była obrona Europy przed komunistycznym terrorem. Zawarte w jednym z tekstów słowa o rzekomej świadomej eksterminacji, której miały dopuszczać się władze II Rzeczypospolitej na bolszewickich jeńcach wojennych, należy uznać za haniebne i oszczercze”.

Rok pandemii Onet kończy kolejnym skandalem. 23 grudnia 2020 roku, tuż przed Wigilią Bożego Narodzenia, publikuje tekst „Na froncie, w obozie, pod okupacją… Najsmutniejsze Święta Bożego Narodzenia”. Był to ckliwy tekst, nacechowany specyficzną niemiecką wrażliwością, który przedstawiał, w jak dramatycznych okolicznościach niemieccy żołnierze obchodzili Boże Narodzenie w grudniu 1942 roku na froncie wschodnim. Tekst ilustrowały zdjęcia żołnierzy Wehrmachtu skupionych przy choince. Tekst szybko usunięto, a redaktor naczelny portalu, Bartosz Węglarczyk, napisał, iż nie powinien się on ukazać w Onecie. Ocena Węglarczyka wydaje się racjonalna. Ale tekst się ukazał. Dlaczego? Bo wpisuje się doskonale w niemieckie postrzeganie rzeczywistości – pisany jest z niemieckiej perspektywy. Jochen Böhler, niemiecki historyk, podkreśla, iż „w RFN panowało przekonanie, że Wehrmacht walczył w sposób rycerski”. Większość Niemców nadal podziela ten pogląd. 

Niemiecki plan Mitteleuropy się wali 

Zapowiedź największej w historii Ringier Axel Springer Polska wojny prawno-medialnej z obywatelami RP ukazuje rosnącą frustrację korporacji. To rozdrażnienie, które dotyczy także innych niemieckich koncernów medialnych działających w Polsce, jest zrozumiałe. W Czechach, w których panowały niepodzielnie, doszło do odbicia rynku przez lokalnych właścicieli. Nasi sąsiedzi odzyskali suwerenność informacyjną. To samo stało się na Węgrzech. Państwa Grupy Wyszehradzkiej, które miały stać się częścią niemieckiej Mitteleuropy, coraz bardziej zdecydowanie walczą o swoją podmiotowość, o wyrwanie się z niemieckiej kurateli. Na to nakłada się seria dramatycznych kryzysów, które wstrząsnęły UE, a które były wywołane w głównej mierze przez Berlin – katastrofa migracyjna, gospodarcze tąpnięcie spowodowane strukturalnymi błędami euro (cztery czołowe gospodarki UE, poza niemiecką, tonęły już przed covidem), szok brexitu i katastrofa szczepionkowa. Model nadzoru nad społeczeństwami tego regionu, który miał się opierać na dominacji niemieckiego kapitału w państwach tego regionu, wyczerpuje swój potencjał. A odzyskanie przez polski kapitał pism regionalnych spowodowało zaniepokojenie Berlina i Merkel. 

Niemiecka logika to czysty surrealizm

Kiedy w 2005 roku Brytyjczyk David Montgomery, szef funduszu inwestycyjnego Mecom (miał też tytuły prasowe w Polsce), nabył „Berliner Zeitung”, przywitały go transparenty z przekreśloną szarańczą. Traktować w stolicy Niemiec brytyjsko-amerykański kapitał jak robactwo to wyjątkowo niesmaczne wyczucie historycznego kontekstu. Protest zbuntowanych niemieckich dziennikarzy, którzy nie chcieli pracować dla obcego kapitału, wsparli niemieccy politycy i organizacje dziennikarskie, a Stowarzyszenie Dziennikarzy Niemieckich twierdziło, że Montgomery nie opowiada się za wolnością prasy i pluralizmem poglądów. Ówczesny redaktor naczelny „Berliner Zeitung” Uwe Vorkoetter wystosował na łamach gazety dramatyczny apel, w którym odradzał sprzedaż wydawnictwa funduszowi Montgomery’ego. „Der Spiegel” pisał: „Po raz pierwszy zderzą się ze sobą dwie kultury albo inaczej mówiąc – dwa modele prowadzenia interesów, które zdecydowanie do siebie nie pasują”. Krystyna Grzybowska w listopadzie 2005 roku tak opisywała tę sytuację: „Z reakcji mediów i tzw. kręgów intelektualnych można odnieść wrażenie, że sprzedaż jednej z wielu nierentownych niemieckich gazet była dla Niemców jakimś straszliwym kataklizmem. Pod listem otwartym wyrażającym protest przeciw tej transakcji podpisało się wiele osobistości, w tym pisarz Gunter Grass”. Na łamach uratowanego wówczas z rąk amerykańsko-brytyjskiej „szarańczy” „Berliner Zeitung” 2 listopada 2020 roku ogłoszono, iż „Berlin staje się ostoją polskiego ruchu oporu”. Pismo to, zasłużone w czasach NRD w rozwoju niemieckiego komunizmu, informowało wówczas, że „stolica Niemiec stała się ośrodkiem dla tych wszystkich Polaków, którzy nie czują się już bezpiecznie w swoim kraju”. Gdy polski koncern Orlen 7 grudnia 2020 roku kupił w Polsce polskie gazety od niemieckiej firmy medialnej „Passauer Neue Presse”, ci sami Niemcy nazwali to niedopuszczalnym zamachem na demokrację i wolność słowa. Stowarzyszenie Dziennikarzy Niemieckich, jak donosił Deutsche Welle, „wezwało Komisję Europejską do »wzięcia pod lupę« sytuacji na polskim rynku prasy. Zdaniem DJV, KE powinna wykorzystać w tym celu przyjęty na ostatnim szczycie UE mechanizm praworządności”. Ile czasu musiało upłynąć, aby okazało się, po co ów mechanizm jest potrzebny Niemcom – aby zakazać polskiemu kapitałowi zakupu mediów polskich? 

Polskie arcyszaleństwo, racja stanu a suwerenność informacyjna

Niemiecka frustracja jest zrozumiała. Polska, krok po kroku, odzyskuje suwerenność informacyjną. Pełne dwa pokolenia Polaków były jej pozbawione. Niemieckie media w naszej wspólnocie próbowały nas sformatować, przejąć kontrolę nad polską kulturą i polskim językiem. Starały się narzucić nam niemiecką perspektywę. Kto przejmuje język narodu, ten kształtuje charakter Polaków i ich wizję państwa. Gdy niemieckie wydawnictwo Verlagsgruppe Passau miało w swoich rękach Polska Press, do którego należy m.in. 20 z 24 wydawanych w Polsce dzienników regionalnych oraz blisko 120 tygodników lokalnych, to było praworządnie. Alexander Diekmann, reprezentujący „Passauer Neue Presse”,  komentując transakcję, powiedział: „Zdecydowaliśmy się sprzedać naszą polską działalność z powodów strategicznych”.
Histeryczność mediów niemieckich dobrze znamy z naszej historii. Amerykański korespondent CBS, Wiliam Shirer, w swoim „Dzienniku Berlińskim” pod datą 10 sierpnia 1939 roku napisał: „Nazistowskie gazety piszą, co następuje: to Polska zagraża pokojowi europejskiemu. Polska, która grozi Niemcom zbrojną napaścią… »POLSKA? UWAGA!« – ostrzega nagłówek »B.Z.« dodając: »ODPOWIEDŹ DLA POLSKI, SZALEJĄCEJ W AMOKU (AMOKLÄUFER) PRZECIW POKOJOWI I PRAWU W EUROPIE!«. Nagłówek »Der Führer«, codziennej gazety z Karlsruhe, którą kupiłem w pociągu: »WARSZAWA GROZI ZBOMBARDOWANIEM GDAŃSKA – NIEWIARYGODNE NASILENIE POLSKIEGO ARCYSZALEŃSTWA (POLNISCHEN GRÖSSENWAHNS)!«”. 

     

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze