Znowu nas skrzywdzili

Wolność, ta porcja wolności, którą nam podarowano, powoli rozkurczała skarlałe czucie i myśli. Ale wtedy pogoniono nas do używania jedzenia, picia, zabawy. Cieszcie się – trąbili teraz zawiadowcy wolności, dotychczas trzymający nas za gardło w imieniu Wschodu – że daliśmy wam swobodę zabawy, wolność sumienia, nie musicie się już bać ani nas, ani Pana Boga, bo my wcale nie byliśmy tacy źli, jak wam się wydawało, a wierząc w Pana Boga, baliście się tylko samych siebie. Bawcie się – namawiały reklamy Zachodu – bo tak bawi się cały wolny świat.

I nawet jeżeli gdzieś, w jakiejś jaskini, dla tych, którzy potrafili używać życia, pojawił się na ścianie napis „Mane, Tekel, Fares”, to my nie tylko o tym nie wiedzieliśmy, ale nawet gdyby nam to powiedziano, to sądzilibyśmy, że przeznaczony jest dla kogoś całkiem innego.
Dopiero gdy gnom ogłoszony przez świat naszym mędrcem i naszą ikoną oznajmia, że trzeba było zwalić wszystkie ciała do jednego grobu, zdajemy sobie sprawę, że jak najbardziej realnie wskazują nam, że nasze miejsce jest tam, gdzie ustanowiona została PRL. Skoro prezydent Rzeczypospolitej, wbrew oczywistym realiom geopolitycznym zakazującym czczenia zamordowanych jako ofiar ludobójstwa, poważył się na pielgrzymkę do Katynia, to powinien leżeć tam, gdzie jest miejsce Polaków wiernych polskości.

Dopiero gdy przywódca administracyjny, przez wielu ogłoszony również liderem moralnym, zamiast ogłoszenia nowego wesołego happeningu, zmienia ton i ogłasza, że „podłość ludzka nie zna granic” i „trudno wykluczać prowokację”, zdajemy sobie sprawę, że nadal żyjemy w PRL-bis, gdzie czynownicy nowej sowiecji wciąż wyśmiewają się z tych, których groby sami znieważyli i zadeptali.

„Komisja nie miała takich zdjęć. Nigdy nie zabiegała o fotografie, które pokazywałyby ciała osób, które zginęły w katastrofie smoleńskiej” – powiedział minister postpeerel, prowadzący śledztwo w sprawie przyczyn śmierci ofiar po-Katynia.

Musimy...
[pozostało do przeczytania 11% tekstu]
Dostęp do artykułów: