Uczeń Pana Cogito

Herbert, widząc w drzwiach swojego mieszkania Gintrowskiego, stwierdził: „Wiedziałem, że w końcu się spotkamy”. Z początku poeta nie był przekonany do prezentowania swoich wierszy w formie śpiewanej. Szybko jednak polubił zarówno twórczość barda Solidarności, jak i jego samego. Pewnego dnia Gintrowski zapytał poetę, czy to aby nie on napisał „Raport z oblężonego miasta”. Tekst „Raportu” pieśniarz dostał do ręki przypadkiem w formie bibuły. Herbert spojrzał na wiersz, chwilę się namyślił, po czym stwierdził, że jest nieźle napisany, ale… to nie jego. To inteligentne i niewymuszone poczucie humoru było drugim po twórczości niepodległościowej elementem, który spajał ich współpracę. Panowie wspólnie potrafili żartować, ale też mieli do siebie olbrzymi szacunek. Gintrowski nazywał Herberta „królem poetów”, z kolei Herbert określał siebie dowcipnie „tekściarzem Gintrowskiego”. Obaj mieli odrobinę niezbędnej odwagi i smaku, aby nie zgadzać się na parcianą retorykę chłopców o ziemniaczanych twarzach. Tych, którzy rządzili do 1989 r. i tych samych, którzy później tworzyli nową rzeczywistość. Tę rzeczywistość także potrafili trafnie ocenić. Zawsze jednak dobierali słowa i środki wyrazu tak, aby ich szyderstwo było mocne, lecz nie prostackie. Czas upływał, zmieniały się kulturowe normy, a cnota z opowieści Pana Cogito wyciągała wciąż ich portrety. Zaangażowanie Gintrowskiego, jego podniosła, energetyczna muzyka, zdecydowany głos i trafione interpretacje sprawiły, że wiersze Zbigniewa Herberta zyskiwały mocniejszy wydźwięk. Przebijały się do wyobraźni Polaków i pozwalały im wyrwać mały kawałek wolności, ten ukryty gdzieś głęboko w każdym z nas. Ten, który w obecnych czasach jest na wagę złota. Zbigniew Herbert odszedł 28 lipca 1998 r. Przemysław Gintrowski zmarł po ciężkiej chorobie w ostatnią sobotę, 21 października.
[pozostało do przeczytania -0% tekstu]
Dostęp do artykułów: