Wspólny nadzór bankowy, czyli unijny bełkot

Freudowskie przejęzyczenie

Spór o wspólny nadzór bankowy oraz oddzielny budżet dla strefy euro trwał przez cały pierwszy dzień szczytu. Hollande nalegał, aby wprowadzić centralny nadzór EBC nad 6 tys. banków w Eurostrefie jak najszybciej. Hiszpania i Irlandia z niecierpliwością czekają bowiem na zastrzyk finansowy dla swoich upadających banków z Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego (EMS). Merkel, godząc się na czerwcowym szczycie UE na bezpośrednie finansowanie banków z EMS, zastrzegła, że nastąpi to dopiero, gdy EBC będzie sprawował nad nimi bezpośredni nadzór. Sporą część EMS stanowią bowiem pieniądze niemieckich podatników. Merkel jest przekonana, że bankrutującym krajom południa Europy jest obojętne, czy wspólny nadzór bankowy powstanie i w jakim kształcie. Chce więc opóźnić termin powstania mechanizmu na czas po wyborach do niemieckiego Bundestagu, które odbędą się we wrześniu 2013 r. Przejęzyczenie Merkel podczas konferencji prasowej na szczycie świetnie obrazowało jej stan ducha. „Nadzór bankowy będzie gotowy w 2030 r. – rzekła. „Ojej, przepraszam, w 2013 r.” – poprawiła się.

Bez prawa głosu

Protesty Hollande’a na nic się zdały. Ramy prawne nowego nadzoru zostaną przygotowane do końca 2012 r. Prawdopodobnie nadzór obejmie jednak wyłącznie duże banki. Te mniejsze pozostaną w gestii poszczególnych państw, co grozi chaosem, a co najmniej częściowym paraliżem całego mechanizmu. Niejasny jest udział państw spoza strefy euro. Obecnie traktat o EBC nie daje im prawa głosu. Zamiast tego Polska, Czechy czy Wielka Brytania będą miały wynikające z przyszłego nadzoru „prawa i obowiązki”. Jakie? Tego nie wie jednak sam premier Donald Tusk, który usiłował przedstawić wynik negocjacji jako sukces. – Wszyscy powinniśmy mieć umiarkowany powód do satysfakcji – ocenił. Prawda jest taka, że w większości krajów nienależących do unii walutowej znajdują się filie banków eurostrefy. Wraz z bankami matkami...
[pozostało do przeczytania 39% tekstu]
Dostęp do artykułów: