Operacja „Kłamstwo smoleńskie”

1. Decyzja o lądowaniu

Zdaniem Tatiany Anodiny i jej ekspertów, główną przyczyną katastrofy była próba lądowania we mgle podjęta przez kpt. Arkadiusza Protasiuka, „zaprogramowanego” – jak to ujęli polscy zwolennicy tej teorii – na lądowanie. Protasiuk pod naciskiem gen. Błasika miał zlekceważyć komendę drugiego pilota „Odchodzimy” i obniżać się z ogromną prędkością wbrew zdrowemu rozsądkowi.

Okazuje się jednak, że z analizy fonoskopijnej przeprowadzonej przez polskich ekspertów w grudniu 2010 r. wynika, iż słowa „Odchodzimy” wypowiedział właśnie Arkadiusz Protasiuk – i to nie na wysokości 80 m, lecz na przepisowym poziomie 100 m, jak podawał nawigator. Drugi pilot potwierdził jego komendę, lecz samolot mimo to nadal się obniżał.

Płk Mirosław Grochowski, wiceprzewodniczący polskiej komisji badającej przyczyny katastrofy, potwierdził w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”, że załoga Tu-154 próbowała wykonać manewr odchodzenia. Dlaczego jej się nie udało? „Szukamy odpowiedzi, dlaczego pomimo podjęcia tej decyzji lot skończył się tragicznie. Jeszcze nie wiem, czy nasze rozumowanie potwierdzi się w badaniach. To jeden z najtrudniejszych elementów tej sprawy” – powiedział.

– Prędkość 8,5 m/s, z jaką obniżał się w ostatniej fazie lotu Tu-154, wskazuje, że to nie było lądowanie. Nawet gdyby załoga przyziemiała z taką prędkością na pasie, podwozie by prawdopodobnie nie wytrzymało. Trzeba więc wyjaśnić, co stało się z samolotem, że piloci nie zdołali zrealizować manewru odejścia – mówi „GP” Krzysztof Zalewski z branżowego pisma „Lotnictwo”.

– Każdy normalnie myślący pilot, nie widząc ziemi na tak małej wysokości, poderwałby samolot na drugi krąg, czyli odleciał. Uważam, że oni stracili panowanie nad sterowaniem samolotu – powiedział nam kpt. Janusz Więckowski, wieloletni pilot Tu-154.

Dodajmy, że już w maju 2010 r. pilot Jaka-40 por. Artur Wosztyl, który lądował w Smoleńsku niedługo przed...
[pozostało do przeczytania 90% tekstu]
Dostęp do artykułów: