O Belgii i epicentrum wirusa, dzieciach z Wrześni i siatkarskich trofeach

Felieton [Widziane z Brukseli]

W Parlamencie Europejskim znowu lockdown. Oznacza to, że posłowie mają zakaz przychodzenia (przyjeżdżania) do siedziby PE w Brukseli formalnie do końca listopada. W kuluarach mówi się, że okres ten będzie przedłużony aż do końca roku. Cóż, pod pretekstem lub z powodu COVID-u można właśnie tak ciąć koszty...  Skądinąd europarlament, położony w centrum dzielnicy europejskiej w belgijskiej stolicy, nie jest samotną wyspą na oceanie tamtejszej pandemii. W Belgii obostrzenia są bardzo surowe. Godzina policyjna obowiązuje od 22 do 5 rano. Zabrakło respiratorów dla chorych, w związku z tym nieszczęśników wysyła się do szpitali w… Niemczech. Bardzo duża na tle Europy jest liczba osób zarażonych w wieku 25–35 lat. W dniu, w którym piszę te słowa, zmarło 270 osób, a więc zaledwie 103 mniej niż w Polsce, choć przecież Belgia jest krajem blisko 8 razy mniej licznym niż Rzeczpospolita. Nie dziwmy się więc, że PE zamyka podwoje...  Siłą rzeczy pracuję w moim warszawskim biurze.
34%
pozostało do przeczytania: 66%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gazetapolska.pl

W tym numerze