Zanim rozpęta się czerwony terror

Opinie [Strajk kobiet jak lewackie bojówki]

Decyzja Trybunału Konstytucyjnego jest tu tylko pretekstem do wywołania ogólnopolskiej fali terroru, do której lewicowi aktywiści przygotowywali się już od dawna.   Kiedy przyglądam się rozdygotanej mowie i mimice liderek tzw. Strajku kobiet, nieodparcie w pamięci powracają twarze Gudrun Ensslin, Andreasa Baadera, Ulrike Meinhof czy Birgit Mohnhaupt. Ta sama histeria, niekontrolowane wybuchy agresji, przekleństwa i niedorzeczność postulatów. Te skojarzenia wywołują jednak dreszcz, szaleństwo i zacietrzewienie, są bowiem iskrą, która gdy spadnie na proch, potrafi wywołać niekontrolowany wybuch. W historii już tak bywało, jednak teraz za nonszalanckimi pozami i pogróżkami pań typu Lempart stoją duże pieniądze, organizacja i wsparcie potężnych sił.  Rośnie nieprzewidywalne Tym razem mój felieton będzie bardziej osobisty, albowiem spędziłem wiele lat na poznawaniu fali terroru z drugiej połowy XX wieku, rozmawiałem z byłymi terrorystami, z ofiarami ich
     
14%
pozostało do przeczytania: 86%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze