Dar tworzenia uruchamiają serce i dusza. Samotność zimna i piękna

KULTURA [WYWIAD]

Obrazy samotności, które zostały przełożone na moją muzykę, to jakiś rodzaj spokoju. Postanowiłem nie tylko się zatrzymać, ale zrobić nawet kilka kroków w tył. To słychać w tej muzyce, która jest kontemplacyjna, relaksacyjna, ma dużo ciszy – mówi o najnowszej płycie „Powidoki północy” jazzman, kompozytor i multiinstrumentalista Ygor Przebindowski. Rozmawia Sylwia Krasnodębska  Gdy słucham płyty „Powidoki północy”, jest mi zimno. Tak fizycznie. Spodziewał się Pan, że Pana muzyka może tak oddziaływać? Tak, bo w Norwegii, z racji położenia geograficznego, jest zimno i to się przekłada na stan emocji. Dlatego muzyka inspirowana moją podróżą do Skandynawii jest surowa i jak to Pani określiła – zimna.  Powidoki to obraz, który zostaje w oczach. To nie są Pana pierwsze artystyczne powidoki. Czytelnikom „Gazety Polskiej” znany jest Pan z płyty „Powidoki Powstania Warszawskiego”. Dlaczego akurat ten klucz? Wymyśliłem go, pracując już przy
     
13%
pozostało do przeczytania: 87%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze