„Zasztabowani” w centrum stolicy

Z łóżka do zielonego boksu

Handlowe początki w podziemiach Centralnego były takie, jak wszędzie. Ludzie sprzedawali wszystko ze stolików, łóżek, naprędce skleconych straganów. Z jednej strony trochę wolna amerykanka, z drugiej – naturalny urok uwolnionej po latach komuny przedsiębiorczości. Jak wszędzie, miejsce po kilku latach zmieniło się w rodzaj pasażu handlowego, którym w imieniu wojewody zarządzała spółka Randal, przekształcona w 1995 r. w Warszawskie Przejścia Podziemne (WPP) spółka z o.o. Tak jak spółka, zmieniła się też „czapa” z państwowej (wojewoda) na samorządową, czyli Zarząd Dróg Miejskich. – Spółka WPP, wcześniej Randal, od początku nie inwestowała w podziemia. Kiedy powstały zielone boksy, w których handlowali kupcy, to oni sami zapłacili za ich urządzenie – opowiada Grzegorz Kotulski, kupiec z Centralnego. – Jak pan chce się przekonać o tym, że żadnych inwestycji nie było, wystarczy pójść do toalety – dopowiada pani do niedawna prowadząca sklep z galanterią skórzaną. Boksy, jak były w latach 90., tak do dzisiaj są nieszczelne, pozbawione wentylacji. Latem jest tutaj gorąco nie do wytrzymania. Zimą trzeba się dogrzewać piecykami, bo ręce przy kasach grabieją. Standard iście peerelowski. Podobne standardy obowiązują dziś, gdy trwa spór między kupcami a spółką, która podziemiami zarządza.

Ludzie siwieli w jedną noc

Kupcy przyznają, że niepokój w ich środowisku zaczął narastać po zakończeniu remontu Dworca Centralnego. Podziemia, w które zainwestowały PKP, zmieniły się nie do poznania. Jasno, czysto, elegancko. Zupełnie inaczej niż w części pod zarządem spółki WPP. – Wśród ludzi zaczęły krążyć różne wieści. A to że przejmą nas Złote Tarasy, a to że inny właściciel – mówi jeden z kupców. Ludzie postanowili dowiedzieć się u źródła – w spółce zarządzającej podziemiami. Usłyszeli uspokajające słowa, że współpraca będzie przedłużona, ale miasto zamierza podnieść stawki wynajmu lokali....
[pozostało do przeczytania 68% tekstu]
Dostęp do artykułów: