My – ICH wrogowie

Felieton [Widziane z Brukseli]

My nazywamy ich „naszymi oponentami”, a w najgorszym wypadku „przeciwnikami”. Ale oni nie bawią się w Wersal. Oni lutują, walą między oczy, jadą po bandzie, idą na rympał i bez żadnych zahamowań nazywają nas po prostu WROGAMI. Cóż, trzeba to przyjąć za normę, bo trwa to lata całe i nie ma żadnych oznak na niebie i ziemi, żeby miało się zmienić. Wręcz przeciwnie: ICH nienawiść do NAS narasta i narasta. Jeżdżąc podczas kampanii wyborczej prezydenta Andrzeja Dudy słyszałem to samo, czy to w okolicach Człuchowa, czy Lęborka (Słupskie, Pomorskie), czy też w Trzebnicy, Oławie, Udaninie, gminie Borów czy Siechnice (Dolnośląskie), czy wreszcie we Wrocławiu – że jeszcze nigdy, w żadnej kampanii wyborczej, ani prezydenckiej, ani parlamentarnej, nie zrywano tak często naszych banerów. Tak, wrogość narasta. Momentami jest to wręcz patologiczna nienawiść... A więc otwartym tekstem porozmawiajmy o tych, którzy uważają nas za wrogów, a siebie – za naszych wrogów. Warto – mimo
     
34%
pozostało do przeczytania: 66%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze